Lat 20
Malarstwo i rzeźba oraz pisarstwo
Klub miłośników zwierząt i czytelnika
Mieszka z rodzicami. Ma jednak zamiar się wyprowadzić i poszukuje współlokatora
Klub miłośników zwierząt i czytelnika
Mieszka z rodzicami. Ma jednak zamiar się wyprowadzić i poszukuje współlokatora
Córka porucznika Julesa Roux i kwiaciarki Beatrice Roux, z domu Marriott. Młoda malarka oraz pisarka, ucząca się grać na pianinie i brzydząca się zapachem papierosów i ostrą wonią mocnych trunków alkoholowych. Jednak nie pogardzi czerwonym winem i odgrzewaną pizzą z dużą ilością ketchupu i różnych sosów.
Po mieście porusza się głównie na rowerze, gdyż po wypadku boi się wsiąść do samochodu. Codziennie rano biega, szukając natchnienia do nowych obrazów. Kiedy dostaje weny, potrafi przeżyć kilka dni, jedząc jedynie marchewkę i zagryzając ją zielonym jabłkiem. Nie rozstaje się ze swoim szkicownikiem, w którym można znaleźć wszystko. Od portretów, poprzez akty, na martwej naturze kończąc.
Fanka komedii romantycznych, filmów animowanych Disneya, długich, nocnych rozmów przy zapalonej świecy i historii o wielkiej, wspaniałej miłości.
Dobra duszyczka, której lepiej nie denerwować, bo potrafi pokazać pazurki. Nieśmiała w stosunku do nowo poznanych osób, a szczególnie mężczyzn. Wierzy w duchy i inne nadprzyrodzone istoty, oraz magiczną moc swojej kołdry, która obroni ją przed złymi stworzeniami.
Często można ją spotkać zamyśloną, lecz zawsze uśmiechniętą. Głównie przesiaduje w różnych kawiarenkach, parku, lub schronisku dla zwierząt, gdzie pracuje jako wolontariuszka w wolnym czasie.
Jej szkicownik jest pewnego rodzaju pamiętnikiem. Całkiem niedawno przygarnęła dwa koty. Jeden to Prysio, a drugi Brysio. Ich zdjęcie można zobaczyć na okładce szkicownika.
Lubię wątki. Mogę wymyślać, a także zaczynać. Choć z początku wolę zaczynać, gdyż muszę wczuć się w bloga i postać Rose Na gifie Kerti Pahk. Link do piosenki z tytułu kryje się w nazwisku postaci.

Kolejny nudny dzień kończy się tak samo. Scott wjechał do garażu, by następnie paść na kanapę w salonie przy włączonym telewizorze. Miał ochotę na zimne piwo, ale kuchnia była tak daleko, że mu się tyłka ruszyć nie chciało. Choć w końcu będzie musiał wstać, przecież nie spędzi nocy na niewygodnej kanapie. Westchnął cicho i jakimś cudem po kilku minutach dowlókł się do łazienki. Wziął długi prysznic - gorąca woda zawsze działała na niego jak leczniczy balsam, po czym przebrał się w luźny dres i zaczął się modlić przed lodówką w poszukiwaniu czegoś konkretnego do jedzenia. W końcu zdecydował się na tosty, które zjadł równie szybko jak je przyrządził. Wreszcie nadeszła pora na zimne piwko, które ochoczo otworzył i zasiał przed telewizorem. Upił kilka łyków, a nogi oparł na stoliku przed, nim. Oooo tak uwielbiał takie leniwie wieczory.
OdpowiedzUsuń[Cześć. Mam wrażenie, że nasze panie bezproblemowo by się dogadały. Więc piszemy się na jakiś wąteczek, co? Może chociaż tutaj nam coś wyjdzie :]
OdpowiedzUsuńRoxanne
[Robi się! ]
OdpowiedzUsuńCiepły sierpniowy wieczór. Nikt normalny nie myślał o tym, by spędzić tę piękną noc w domu, ślęcząc samotnie jak stara babcia i idąc spać o dziesiątej, bo cóż innego robić.
Jej koleżanka Rose widocznie nie należała do grona normalnych ludzi. Panna Hathcock musiała się porządnie natrudzić, by wyciągnąć tego lenia z domu.
-Starzejesz się.- rzuciła rówieśniczce, rzucając w nią jej butami, by zmotywować ją do szybszego wyjścia- Nie marudź, idziemy tylko na piwko.- wzruszyła ramionami, poprawiając pasek niewielkiej skórzanej torebki, która zwisała swobodnie po jej kościstym ramieniu.
I proszę państwa w końcu nadszedł ten moment, kiedy to szły jedną z dość zatłoczonych- jak na tę porę- uliczek Paryża. Jednak żeby nie było tak prosto, Rox musiała co jakiś czas motywować koleżankę do podążania za nią w kierunku najbliższego klubu. Ona jeszcze nie wiedziała, co ta małpa dla niej szykowała. Jednak chciała żeby Rose odrobinkę się wyluzowała. A nóż poznałaby tą swoją wielką miłość , o której tak marzy.
-No dalej, uśmiechnij się mała. Będzie fajnie.- podszczypnęła ją w ramię, kiedy to wchodziły do jednego z klubów.
Roxanne
[O, tu się jeszcze nie przywitałam. Więc, żeby to naprawić, mówię dobry wieczór. A jak reflektujesz na wątek, to też zapraszam.
OdpowiedzUsuńI swoją drogą, pani na gifie ma piękne włosy, jestem ciekawa, ile musiała wydać na rozjaśniacze. .-.]
Remy
[Ja wydałam na rozjaśniane chyba 2 stówy, a wciąż mam na głowie chuj raczy wiedzieć co.-.
OdpowiedzUsuńRemy z założenia miał być gejem, ale ten pomysł jest tak cudowny, że dla damy z pięknymi włosami może zrobić wyjątek. Rozumiem, że mam zacząć? ^^ ]
Remy.
[Hm, ze mnie sie nawet fryzjerka śmiała ostatnio, że "pani to się chyba sama farbowała.
OdpowiedzUsuńTak mi chyba będzie łatwiej zacząć, jeśli mam być szczera. I mam nadzieję, że taki początek ci styknie. Btw. te akty to tak wzajemnie, czy jednostronnie?]
Popadanie w skrajne emocje było domeną artystów. A Remy był artystą, przynajmniej tak sądził on i kilku innych ludzi. Dlatego, mimo, że całe życie był święcie przekonany, że jest gejem, nie zdziwił się szczególnie, gdy pojawiła się kobieta, która go... Fascynowała. Nie był pewien, co miała w sobie Rozalie Roux, ale Remy temu uległ. Była przede wszystkim idealną kompanką do rozmów, szczególnie, że połączyła ich wspólna pasja, czyli sztuka. No i poza tym, była doskonałą modelką. Ich romans kwitł, a wraz z jego trwaniem, pojawiały się coraz nowsze i coraz odważniejsze dzieła. Ze strony Remy'ego nie były to dzieła, które planował upubliczniać, miał opory nawet przed pokazywaniem ich Rosie.
Tym razem zaczynał już trzeci szkic, dwa poprzednie wyrzucił w diabły, żaden nie był satsfakcjonujący. Domylał się, że frustruje tym biedną Rosie, która musiała leżeć w bezuchu tak długi czas, ale na ośli upór nie było rady... Solennie obiecał sam sobie, że później gorąco ją przeprosi w jakiś miły sposób.
- Jeszcze chwila, Aniele - wymamrotał, odrywając na moment wzrok od kartki. Na moment zaprzestał rysowania i lekko się uśmiechnął. - Zaraz znów będziesz mogła się ruszyć, ten powinien być już w porządku.
Remy.
Zaklął pod nosem, gdy ktoś zaczął dobijać mu się do drzwi. Leniwie zwlókł się z łóżka i uniósł jedną brew ku górze, gdy zobaczył, że w progu sto nie, kto inny jak Rozalie na dodatek pijana.
OdpowiedzUsuńWestchnął cicho i ignorując jej pytanie wciągnął dziewczynę do mieszkania. Posadził ją na kanapie w salonie i uważnie się jej przyjrzał.
- Jesteś pijana - mruknął lekko niezadowolony z tego faktu. Uchylił okno, by orzeźwiające powietrze wpadło do środka. - Nie pij sama. Mogłaś wpaść pod samochód lub jakiś lizidupa mógł się do ciebie przyczepić - dodał po chwili. Martwił się o dziewczynę była mu na prawdę bliska i nie chciał, by coś jej się stało.
[Wątek chętnie, ale z uwagi na to, że moja postać za Twoją raczej przepadać nie będzie, trzeba im wymyślić mocny powód, dla którego mieliby się spotkać, mocny pomysł musi być. Masz?]
OdpowiedzUsuńOle Villadsen
[Tej części Twojego komentarza nie rozumiem w pełni: Rozalie jakiś czas temu i mogłoby się tak złożyć, że ktoś widział Olego na miejscu zdarzenia. Mogłoby być tak, że kierowca z drugiego samochodu uciekł z miejsca zdarzenia. I ta osoba upierałaby się, że tym kimś jest właśnie Ole. Jeśli chcesz, to możemy zrobić, to był właśnie Ole. I Rozalie usłyszałaby, że Ole ćpa. Włączyłyby się w niej ludzkie uczucia w jego stronę i dlatego przyszłaby, aby go ostrzec i porozmawiać.
OdpowiedzUsuńWypadek samochodowy, ok, ale co ma z nim wspólnego Ole i jego ćpanie? I czemu ten drugi kierowca miałby go oskarżać, co Ole tam robił?]
Ole Villadsen
[Niee, mam już kogoś z taką relacją z Olim.
OdpowiedzUsuńTo trochę śmieszne, miałby zderzyć się z kierowcą samochodu, przechodząc...
Może tak po prostu wybiłby szybę w aucie jej rodziców?]
Ole Villadsen
Przystanęła na chwilę, by odwrócić się w stronę koleżanki.
OdpowiedzUsuń-Słuchaj, napijesz się drinka, posiedzimy, pogadamy. Jeśli naprawdę nie chcesz, to nie będziemy siedzieć tu do rana.- posłała jej przyjazny uśmiech. Nie chciała dać za wygraną, wiedząc że Rosie dobrze zrobi taki wypad i prędzej czy później to doceni- A później możemy pójść do mnie i obejrzeć jakieś romansidło.- dodała po chwili, podchodząc do baru.
W klubie kłębiło się sporo ludzi. Nic dziwnego, akurat ten cieszył się dobrą opinią na mieście.
-Dla mnie piwo.- powiedziała do barmana, bądź co bądź, całkiem przystojnego młodego mężczyzny-A Ty, Rosie?
Roxanne
Uśmiechnęła się do barmana, kiedy ten podał im piwa. Założyła kosmyk włosów za ucho i zachęcająco przygryzła wargę. Tylko na moment. Po chwili upiła sporego łyka ciemnego piwa. Gorzkie, mocne piwo to zdecydowanie był jej smak. Ktoś już jej kiedyś wspomniał, że ma typowo męskie kubki smakowe. Cóż, nie narzekała z tego powodu.
OdpowiedzUsuń-Rose, nie dyskutuj, tylko spróbuj się trochę rozerwać. Jesteś młoda, baw się.- uśmiechnęła się do niej. Rozejrzała się za siebie. Nieopodal nich stało dwóch przystojnych młodych mężczyzn.- Patrzy na Ciebie.- rzuciła do koleżanki- Nie odwracaj się, idzie tu.- dodała po chwili, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, któremu bez wątpienia wpadła Rose w oko. Po chwili jednak postanowiła zająć się sobą. Upiła jeszcze jednego łyka i przeniosła wzrok na kolegę tego tam amanta. Co prawda barmanowi nie dorastał do pięt, ale dało się znieść.
Roxanne
-Przerabialiśmy to już miliony razy! Pewnie, to co ci zaraz powiem już rano wyparuje z twojej głowy, ale to nie ma już znaczenia. Pieprzyłem tamtą dziewczynę po pijaku i żałuje tego, jasne!? Nie żałuję zaś tego, że się rozstaliśmy bo nie zniósł bym myśli, że cierpiałaś przez jakikolwiek mój kolejny wybryk! - warknął i złapał ją za nadgarstki... - A teraz siedź cicho - dodał akcentując każde słowo, po czym wpił się w jej usta, by dziewczyna nie mogła nic powiedzieć. Taka forma uciszenia, choćby miał w twarz zarobić nie obchodziło go to, nawet w głębi duszy brakowało mu jej bliskości i tego słodkiego smaku ust.
OdpowiedzUsuń-A teraz chodź, prześpisz się - wydukał, gdy się od niej oderwał i zaprowadził ją na górę do jednej z wolnych sypialń.
[Rozstali się z jakiś rok temu :)]
Usuń-Idź spać Rozalie - wydukał niewzruszony jej zachowaniem i nawet uderzeniem w twarz. Westchnął cicho i położył jej czysty ręcznik na łóżku, gdyby chciała skorzystać z łazienki, po czym wyszedł z sypialni zostawiając ją samą. Nie chciał wdawać się w bezsensowną dyskusję, która do niczego nie prowadziła, a na dodatek Rosie była pijana. Westchnął cicho i rozmasował obolały policzek, na którym jutro na pewno będzie jakiś ślad. Westchnął ciężko i wszedł do łazienki. Wziął gorący prysznic, by następnie zaszyć się w zaciszu swojej sypialni.
OdpowiedzUsuń[To co, przyjacielujemy je? :D]
OdpowiedzUsuńSoph
Przebudził się, gdy dziewczyna położyła mu głowę na ramieniu. Od razu przyciągnął ją mocniej do siebie i objął ją ramionami.
OdpowiedzUsuńRano obudził się dość wcześnie, był wtulony w dziewczynę, więc wstał najostrożniej z łóżka jak tylko umiał i poszedł do łazienki, by się ogarnąć. Gdy z niej wyszedł zobaczył, że Rosie się obudziła. Od razu wskoczył na łóżko i ujął jej dłoń, po czym zawisł nad nią.
-Dzień dobry - wydukał i lekko się uśmiechnął. Idź weź prysznic, to odrobinę postawi cię na nogi, a ja zrobię ci aspirynę - dodał i cichutko westchnął. Nie lubił, gdy dziewczyna się źle czuła.
[Uuuu, i Soph może jej dopiero teraz powiedzieć o ciąży! :D Takie wiesz Jestem w ciąży, i kompletnie nie wiem co robić. Pomożesz? xDD]
OdpowiedzUsuńSoph
Objął ją ramieniem i cicho westchnął.
OdpowiedzUsuń-Moja garderoba jest dość duża, znajdziesz coś - wydukał i czule odgarnął jej kosmyk włosów z czoła, po czym wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki. Posadził Rosie na pralce i nalał dość sporo wody do wanny z dodatkiem olejku truskawkowego.
-Gotowe - mruknął i spojrzał na nią. Powiesił czysty ręcznik, by miała się w co wytrzeć.
-Dalej już sobie poradzisz - wydukał przeczesując ręką włosy.
Sophie od kiedy wyprowadziła się z domu, nie miała łatwo. Przywyknięcie do samodzielnego życia, było ciężkie. Mieszkając z rodzicami, nie musiała się o nic martwić, bo wiedziała że zawsze mogła liczyć na ich pomoc. To zmieniło się dwa lata temu, a teraz ta cała dorosłość, ta odpowiedzialność i samodzielność wydawały jej się jeszcze bardziej namacalne. Bo do niedawna sobie radziła. Do czasu, kiedy ten cholerny test nie pokazał dwóch kresek. W tamtym momencie jej świat się zawalił, wywrócił o całe trzysta sześćdziesiąt stopni, a ona... ona chyba pierwszy raz w życiu była bezradna i nie wiedziała co zrobić.
OdpowiedzUsuńNikt nie wiedział o jej ciąży. Skrzętnie ją ukrywała, nawet przed własną przyjaciółką, co bardzo jej ciążyło. Źle się czuła, nic nie mówiąc Rosie. Przecież dziewczyna była jej bliska, nie raz pomogła jej w trudnej sytuacji, dlatego postanowiła, że dzisiaj jej o wszystkim powie, że nie będzie już udawać. Idąc na spotkanie z Roux, czuła się jakby szła na ścięcie. Wszystko miała jej powiedzieć dopiero po tym, jak obejrzą te dwa mieszkania, które spodobały się Rozalie. Jednakże, Sophie szczerze wątpiła, że zdoła z siebie cokolwiek wydukać.
-Już jestem-powiedziała, stając za plecami blondynki. Jak zawsze, de Voyer była spóźniona o te kilka minut.
Scott zmarszczył czoło, gdy usłyszał krzyk Rosie. Nie był taki głupi. Ruszył zdecydowanym krokiem do łazienki i wszedł do niej, dziwnie niewzruszony widokiem nagiej dziewczyny.Tyle razy ją taką widział, więc kolejny raz, to norma.
OdpowiedzUsuń-Co jest? - zapytał unosząc jedną brew ku górze i krzyżując przy tym ręce na piersi. Uważnie rozejrzał się po łazience.
Zaśmiał się, gdy wylądował w wannie tuż przed dziewczyną. Był przyzwyczajony do takiego typu wybryków. Zaśmiał się i starł z nosa drażniącą go pianę. Całe ubranie było mokre i lepiło się do świetnie wyrzeźbionego ciała Scotta. Zrzucił z siebie koszulę i musnął nosem policzek Rosie.
OdpowiedzUsuń-Masz ochotę na coś do jedzenia? Na dole w kuchni są naleśniki i gofry - wydukał, po czym cmoknął ją w czubek nosa i wyszedł z wanny.
-Och, nie czepiaj się, Roz-Sophie spojrzała na przyjaciółkę z rozbawieniem, po czym wywróciła oczami. Przecież Roux znała de Voyer jak nikt inny, i wiedziała, że ta dziewczyna nie potrafi pojawić się punktualnie na spotkaniu. Taki już jej urok, niestety. Ale jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Ba, te jej spóźnianie się, było znakiem rozpoznawczym. Bo gdy zawsze kogoś brakowało - nie ważne czy to było spotkanie w gronie znajomych, czy też zbiórka przed jakąś wycieczką - zawsze brakowało Sophie.
OdpowiedzUsuńDwudziestolatka poprawiła pasek torby, który spoczywał na jej ramieniu, by chwilę potem zasalutować, niczym żołnierz.
-Tak jest, pani generał, możemy iść!-powiedziała, parskając śmiechem. Jakoś ją te zdanie rozśmieszyło, no i wyobraziła sobie Rozalie, jako panią generał. Taką małą, nieporadną Roux, która wykrzykiwała jakieś rozkazy, i pastwiła się nad biednymi żołnierzami. Zabawne, naprawdę zabawne.
-Więc, w końcu które mieszkania idziemy obejrzeć? Te dwa na tym strychu, co Ci się spodobały, czy jakieś inne?-zapytała, spoglądając na przyjaciółkę, kiedy w końcu ruszyły przed siebie.
Sophie
-Strych, czy poddasze. To jedno i to samo-powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Sama nawet chciałaby mieć takie mieszkanie. Ta kawalerka, w której mieszkała od dwóch lat była taka... nudna. Nie dość że każdy remont, czy zmianę musiała konsultować z właścicielką, to i tak prawie wszystko się tam sypało. Ale o generalnym remoncie nie było mowy, bo przecież kobieta nie miała pieniędzy. Co innego, gdyby ten remont przeprowadziła Sophie, z własnej kieszeni. To już inna sprawa.
OdpowiedzUsuńPrzyspieszyła kroku, chowając ręce w kieszenie spodni, po czym spojrzała na przyjaciółkę, i po raz kolejny wzruszyła ramionami.
-Nic nowego, wszystko po staremu-skłamała gładko. W końcu te wszystkie zajęcia z aktorstwa na coś się przydały. Sophie kłamała jak z nut, bez mrugnięcia okiem, co czasami było naprawdę przydatne. Ale nie w tej chwili. Nie lubiła okłamywać Rozalie, ale też jakoś nie potrafiła jej powiedzieć prawdy. W głowie słyszała ten irytujący głosik powiedz jej, powiedz, powiedz, powiedz!, ale jakoś nie garnęła się do tego. Milczała przez dłuższą chwilę, aż w końcu odetchnęła, katem oka spoglądając na blondynkę.
-Tak naprawdę to nie jest dobrze. Muszę Ci o czymś powiedzieć, ale to potem-powiedziała.
Sophie
Kiwnął głową i uniósł jedną brew ku górze, gdy poprosiła go, by pomasował jej plecy. Wzruszył ramionami i przed kilka minut masował jej plecy, po czym przestał i podszedł do umywalki, gdzie umył zęby po śniadaniu.
OdpowiedzUsuń-Idę się przebrać w coś suchego - wydukał i wyszedł z łazienki. Po chwili był suchutki, a mokre ubrania rozwiesił na suszarce, która stała na balkonie. Westchnął cicho i przeczesał ręką włosy. Zajęcia zaczynają mu się dopiero za 3h, więc ma jeszcze troche czasu. Nalał sobie kawy i usiadł przed telewizorem.
-W sumie, to bez różnicy kiedy Ci powiem, bo i tak trudno mi o tym mówić-powiedziała, krzywiąc się przy tym delikatnie. naprawdę, ciężko jej było powiedzieć o ciąży Rozalie. Układała sobie w głowie tą rozmowę tysiące razy. Dobierała odpowiednie słowa, żeby jakoś przekazać tą informację przyjaciółce, która tak bardzo jej ciążyła już od miesiąca, ale jakoś nie mogła. Ani jedno słowo nie mogło przejść przez jej gardło.
OdpowiedzUsuńAle powiedzieć kiedyś musiała, prawda? W tym momencie potrzebowała jakiejś bliskiej osoby, która podtrzyma ją na duchu, i w jakiś sposób pomoże. Choć wiedziała, że Rosie zapewne będzie tak samo zszokowana jak Sophie, kiedy się o tym dowiedziała.
-Jestem w ciąży-powiedziała w końcu, ze świstem wypuszczając powietrze z płuc. Kątem oka spojrzała na przyjaciółkę, ale szybko spojrzała przed siebie. Nie mogła jej jakoś spojrzeć w oczy, bo źle się z tym czuła. Jakby popełniła jakieś przestępstwo.
Sophie
Sophie dokładnie wiedziała, jak wszystko może się skończyć. Wiedziała jakie konsekwencje może ponieść, i to była tylko i wyłącznie jej wina. Ale teraz już było za późno na płacz, trzeba było pogodzić się z zaistniałą sytuacją.
OdpowiedzUsuń-Scott-odpowiedziała cicho na zadane przez Rozalie pytanie, po czym przeczesała palcami włosy.
-Ale on nic nie wie. Na razie wiesz tylko Ty. I wolałabym, żeby tak zostało-dodała, po czym spojrzała na przyjaciółkę. Czuła się tak, jakby zrobiła największe świństwo w całym swoim życiu, bo przespała się z byłym chłopakiem swojej przyjaciółki. To było nie fair. Tak sądziła Sophie. I dlatego tak głupio się czuła, kiedy przyznała się kto jest ojcem dziecka.
-Zła jesteś?-zapytała, niczym pięcioletnie dziecko, które wiedziało że zrobiło coś złego. Spojrzała na Roz, aby wyłapać jakieś emocje, ale blondynka wyglądała niewzruszona całą tą sytuacją. A to cholernie denerwowało Sophie, choć nie wiedziała dlaczego.
Sophie
Miałem idealnie zaplanowany dzień. Miałem przesiedzieć całe 24 h na kanapie i grać na konsoli. Miałem wchłaniać puste kalorie, by później wysłuchiwać narzekania babci, że powinienem wrócić na obiadki do niej. W końcu miałem wakacje, prawda? Mogłem sobie pozwolić na luz, bo ile tego wolnego zostało? Raptem dwa tygodnie?
OdpowiedzUsuńJa byłem tego świadomy, ale Marlon już nie za bardzo. Musiał zwołać rodzinną kolację i przyprowadzić dziewczynę. Wciąż zapracowany brat nie miał czasu na życie towarzyskie, a co dopiero na życie miłosne, więc babcia zaczęła go nękać, że kiedy on pozna miłą dziewczynę, ożeni się z nią i jeszcze zdąży zobaczyć wnuki, więc nic dziwnego, że w jego przypadku można to było nazwać świętem narodowym.
Jako pierwszy zasiadłem do stołu i cierpliwie, jak na siebie, czekałem na waćpana i jego waćpannę. W międzyczasie zdążyłem już zjeść prawie wszystkie pomidorki z sałatki, za co dostałem po głowie.
-Zdejmij tą czapkę.- usłyszałem karcący głos babci i posłusznie ściągając ją z głowy, podniosłem wzrok. Zacząłem uśmiechać się jak głupi, gdy zobaczyłem wybrankę serca Marlona.
Przygładziłem sterczące na wszystkie strony włosy i wstałem z krzesła, wziąłem Rosalie za dłoń i złożyłem na jej wierzchu mokrego całusa.
-Miło cię poznać w bardziej sprzyjających warunkach, Rosie.-puściłem do niej oczko i z szelmowskim uśmiechem zająłem swoje miejsce.
-Więc- zaczęłam starsza kobieta, nakładając sobie pierwszą porcję zapiekanki warzywnej.- Jak się poznaliście?
-Właśnie, też jestem ciekaw.-powiedziałem z pełnymi ustami, skakając spojrzeniem to na Marlona, to na Rosie. Nie mogłem nie zignorować, jak brat obrzucał mnie co chwilę tym swoim spojrzeniem mówiącym "Nawet nie próbuj zaczynać"
[Haha, chwile mi zajelo wypatrzenie z mojej komorki tego byka. Lapek umarl i od razu oplakane skutki, sorry za znaki a raczej ich brak~
OdpowiedzUsuńMasz jakis ambitny pomysl? Benio przytachal sie do Paryza z NY, ale po co to pisac w karcie, lol :)]
Benedikt
[W zasadzie Ben moglby byc friendzoned, zwlaszcza ze jego orientacja pozostaje niewiadoma dla wiekszosci ludzi. A ze dobry chloptas, to as sie prosi zeby wyplakiwac sie na jego ramieniu ;)
OdpowiedzUsuńZnajomi? Hmm, na pewno nie imprezka, Benio ostatnio sie nie udziela, ale... co powiesz na to, ze po prostu Ben sie z nia skontaktowal nagle i po prostu? :)]
Benedikt
[Chcialby, nie chcialby, zobaczymy co mu tam po niecnej glowie chadzalo i ktoredy ;) Start! :P]
OdpowiedzUsuńParyz, znowu Paryz... Tym razem na stale. Przyjechal pod koniec lipca i tak zajety byl aklimatyzowaniem sie i przeprowadzka, ze zupelnie zapomnial o innych ludziach. Ale najwyzszy czas odswiezyc dawniejsze znajomosci...
Dzwonic? Pisac? Zastanawial sie przez chwile, rozwazajac dostepne opcje, po czym wybral najlepsza. "Oby nie zmienila adresu..." - przemknelo mu przez mysl. Ale tylko raz, bo potem nie marnowal juz energii na zbedne zastanawianie sie.
I tak to wlasnie wyladowal na balkonie pewnego znajomego mieszkania, bo ubzdural sobie, ze bedzie to najlepsza metoda przypomnienia o swoim istnieniu.
Puk, puk, puk - zastukal dlugimi palcami w szybe drzwi.
Benedikt
Usmiech, dosc uroczy, choc z niewiadomych przyczyn uznawany czesto za bezczelny, pojawil sie na twarzy Benedikta.
OdpowiedzUsuń-Uznalem ze mam wystarczajaco duzo czasu na pojawienie sie bez zapowiedzi - odparl figlarnie. Zawsze uderzalo go, ze o ile w zatrwazajaco wielu przypadkach on potrafi odtworzyc sobie historie innych ludzi z najintymniejszymi nawet szczegolami, to te same osoby nie maja pojecia o najogolniejszych chocby wydarzeniach z jego zycia. Pewnie to dlatego, ze faktycznie zawsze wolal sluchac niz mowic, a i w gruncie rzeczy jest czlowiekiem niesmialym i zamknietym w sobie, wiec nie pytany raczej nie mowi o sobie.
-Bede studencil w Paryzu - wyjasnil krotko, jakby to mialo rozwiac absolutnie wszystkie watpliwosci. Wciaz usmiechal sie przyjaznie, sam nieco zaskoczony tym, jak duza przyjemnosc sprawia mu widok dawnej znajomej.
Benedikt, ofc [wyszedlem z wprawy w blogowaniu, ups ;P]
Usuń[Oj, ja jestem wyjątkowo wyrozumiała/ ^^
OdpowiedzUsuńHm, ja sobie kupiłam czerwoną farbę, ale boję się, że w końcu będzie mnie stać na wymarzony kolor nakrętki od wody z lidla i będę musiała ściągać kolor. .-.]
Nie był łatwym współpracownikiem dla swoich modeli i doskonale zdawał sobie z tego spraę. Dadatkowo był niewdzięcznikiem i niekoniecznie lubił sam siedzieć w miejscu i gapić się w ścianę. Rosie była wyjątkiem, ale tylko dlatego, że po którymś kolejnym razie zdał sobie sprawę, że od niej, jako od modelki, podświadomie wymagał więcej. I poczuł się wtedy w obowiązku, by jej to jakoś wynagrodzić. Może, gdyby w ich relacji chodziło wyłącznie o świetny seks, nie przejmowałbu się tym za mocno, ale on naprawdę lubił Rozalie i choć na konkretny związek się nie zanosiło, to byli chyba dobrym materiałem na bliskich znajomych czy przyjaciół, a nie tylko kochanków.
- Naprawdę już kończę, Rosie - powtórzył. Nawet nie musiał się spieszyć, był już na finiszu, zostało mu do postawienia kilka ostatnich kresek. - Obiecuję, że jak tym razem nie wyjdzie, to nie będę cię dalej męczył - dodał, jakby na (z pewnością kiepskie) pocieszenie.
Powrócił wzrokiem na kartkę, na której powstawało "wiekopomne dzieło" (ot, męski brak podzielności uwagi) i wykonał kilka wprawnych ruchów ołówkiem po papierze. Ostatnia drobna poprawka i...
- Skończyłem - mruknął. - Byłaś bardzo dzielna, Aniele.
Remy.
[ Cześć,
OdpowiedzUsuńwątek chętnie, aczkolwiek co do tego kochanka to... nie jestem przekonana. Nie lubię z góry ustalać takich powiązań. Jakieś inne pomysły? ]
Caden
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[etykieta o coca-coli? w każdym razie, to co mi wyszło z pewnością nie jest czerwienią, najwyżej przetykaną blondem wyrzyganą amareną.'
OdpowiedzUsuńnie, skąd to pytanie?]
Remy nikogo nie miał i mieć nie chciał. Lubił seks, fajnych ludzi, ale pakowanie się w jakiekolwiek głębsze związki wykluczał z prostego powodu: bał się. Zawsze uciekał od zobowiązań, przynajmniej tych głębszych niż przyjaźń. Odpowiedzialność, jaka się z nimi łączyła, przerażała go bardziej niż śmierć, fryzjerzy, dentyści i trzecia wojna światowa na raz. Dlatego utrzymywał, że resztę życia chce spędzić ze sztuką. Choć te słowa zazwyczaj miały u niego żartobliwy wydźwięk, wiele wskazywało na to, że dowcipem wcale nie są.
Gdy dziewczyna zerwała się z łóżka, krytycznie przyjrzał się swemu dziełu. Nie był z niego zadowolony, ostatnio z żadnej swojej pracy nie był. Jego kompleksy najwyraźniej przerzuciły się również na jego twórczość, choć wcześniej jakoś nie imały się tego aspektu jego życia. Dlatego przeszedł go irracjonalny lęk, kiedy usłyszał kroki Rosie, które zwiastowały, że dziewczyna wraca do sypialni. Położył pracę rysunkiem do dołu na kolanach.
- Wiesz, chyba nie ma czego oglądać, naprawdę - stwierdził. Jego palce odnalazły kosmyk włosów kochanki i zaczęły się nim bezwiednie bawić - Wyszło... Jakoś tak sobie.
Remy
- Rzucilem modeling i postanowilem sie zajac fortepianem ma serio - wyjasnil spokojnie, siadajac w fotelu. Czul ze nie wypada wspominac, ze nie pracuje w modelingu juz od poczatku tego roku, a decyzje co do fortepianu podjal juz bardzo dawno temu. Naglosc decyzji usprawiedliwialaby fakt, ze nikogo nie uprzedzil...
OdpowiedzUsuń-Do CNSMu jestem juz za stary, wiec pomyslalem ze ta dziwaczna akademia sztuk moze byc niezlym pomyslem... - dodal jeszcze, akcentujac osobliwie slowo "dziwaczny" i dyskretnie oceniajac zmiany, jakie zaszly w wygladzie tego pokoju, jak rowniez i jego wlascicielki od czasu, kiedy byl tu ostatnio.
On sam zmienil sie niewiele, moze tylko jeszcze bardziej schudl i jego ciemne oczy, pozornie iskrzace sie radoscia i beztroska, nabraly jeszcze ciemniejszego odcienia. Utrate wagi maskowal jednak umiejetnie dobranymi ubraniami, a cala reszta byla niedostrzegalna dla innych, byc moze w ogole byla zludzeniem.
-Ale to wszystko malo ciekawe, wszystko po staremu. Lepiej opowiedz, jak TY sie miewasz - spojrzal przenikliwie na swoja towarzyszke.
Benedikt
[Zgaduj, zgaduj, ciekaw jestem czy trafisz :P]
OdpowiedzUsuńRozesmial sie szczerze z jej oburzenia.
-Wszystko, co francuskie, jest dziwne! - skwitowal z rozbawieniem - Choc to nie zawsze znaczy, ze zle. Zreszta wlasnie a propos dwutorowosci postrzegania zjawisk, musze przyznac ze wolnosc od Scotta zdaje ci sie sluzyc - usmiechnal sie przyjaznie, pozwalajac sobie na powiedzenie tego komplementu na glos. Mial nadzieje ze bedzie to przynajmniej mile, a nie dziwne lub krepujace. Wbrew pozorom, w kontaktach z kobietami czul sie niczym dziecko we mgle.
-Dobrze ze twoje zycie idzie do przodu, nie wszyscy maja tyle szczescia - usmiechnal sie beztrosko.
Benedikt [a jakze :P]
UsuńNie dziwiła się Rozalie. Ona zapewne zachowałaby się tak samo, a nawet i gorzej. Nie powstrzymywałaby swoich emocji, to byłoby więcej niż pewne. Bo de Voyer to tak naprawdę była porywcza osóbka. Potrafiła komuś nagadać, a i nawet siły użyć.
OdpowiedzUsuńTylko że Rosie może nie rozumiała tego, iż Sophie coś czuła do Scotta. Przez te kilka lat był jej przyjacielem - bo nikim więcej nie mógł być. Był w związku z Roux, był z nią szczęśliwy, Rozalie również była, a Sophie musiała na to patrzeć. I w pewien sposób była zazdrosna. O to, że jej przyjaciółka miała chłopaka, była szczęśliwa i zakochana. Żadne z tej dwójki nie zauważało tego, jak czuje się Sophie. A kiedy wreszcie Scott i Roz się rozeszli... cóż, de Voyer poczuła że ma szansę. Że moze tym razem coś wyjdzie. Bo przecież oni nie byli już razem, byli, podobno, przyjaciółmi. Związek się skończył, każde z nich mogło pójść własną drogą, związać się z kimś innym.
-Przepraszam-powiedziała jedynie, spuszczając głowę w dół. Czuła się cholernie źle. Jakby to, że zakochała się w Scottcie było czymś złym. Jakąś zbrodnią. Jednak kiedy usłyszała, że jej przyjaciółka nazywa ją dziwką, coś w niej pękło. Nagle to dziwne poczucie winy gdzieś odeszło.
-Albo wiesz co? Jednak nie, nie przepraszam. Bo nie mam za co, Rozalie. To nie jest nic złego, że się w nim zakochałam. Że poszłam z nim do łóżka. Miałaś swoją szansę, mogłaś mu wybaczyć tą zdradę, mogłaś z nim być nadal szczęśliwa. Bo gdybyś wybaczyła, nie doszłoby do tego, że się z nim przespałam. I to nie jest nic złego, takie jest życie. A Ty raczej wolisz nadal bujać w obłokach, i wierzyć że przyjedzie do Ciebie książę na białym koniu. Jednak rozczaruję Cię, moja droga, bo tak nie będzie. Życie to nie bajka, Roz, pogódź się z tym wreszcie, i nie oskarżaj mnie za to, że zakochałam się w Twoim byłym chłopaku. Bo w tej chwili zachowujesz się samolubnie, jakby on należał tylko do Ciebie. A tak niestety, już nie jest-powiedziała, patrząc na blondynkę.
-Proszę bardzo, Rozalie. Jeśli tak bardzo chcesz, pójdę sobie-dodała, rozkładając ręce na boki.
Sophie
[Duplo! Nigdy tam nie pisalem! :P]
OdpowiedzUsuń-Mam na mysli dokladnie to, co mowie - wyjasnil bardzo spokojnie, lagodnie zapadajac sie w fotel - Zdajesz sie byc weselsza i bardziej pogodna, ale moze po prostu to i owo umknelo mi z pamieci - usmiechnal sie niewinnie, nadal niezbyt nachalnie obserwujac swoje otoczenie.
Benedikt
[Chciałabym byc bardziej kreatywna, ale nie jestem. Kompletnie nie mam pomysłu na powiązanie, ani też na wątek. Rosie jest taka słodka, Lottie ma tylko słodkie imię, bo poza tym to takie niezbyt fajne człowiekowate coś jest. ]
OdpowiedzUsuńCharlotte
[Artystyczny? Brzmi ciekawie, a co konkretnie planujesz?
OdpowiedzUsuńO, ale nie, tego "aniela" wzięłam raczej stąd, że kiedyś sama tak do wszystkich mówiłam. Teraz przestawiłam się na "ej, ty!"]
Przeszedł go przyjemny dreszcz, gdy czuł coraz śmielszy dotyk dziewczyny. To było przyjemne, pozornie niewinne, a jednak, nie pozbawione erotyzmu... Przyjemnie delikatne, w każdym razie. Remy bardzo cenił takie pieszczoty, chyba bardziej, niż wszystkie inne.
Wysłuchał listy tego, co dziewczyna ma obolałe po pozowaniu i lekko pokręcił głową. Ujął delikatnie jej dłoń i czule musnął ją ustami.
- Powinnaś być muzą jakiegoś poety, który pisałby ody do twojego poświęcenia wobec sztuki, Rosie - stwierdził, odrobinę zbyt patetycznym tonem, niż zamierzał. - Poza tym, naprawdę nie ma czego oglądać. Ta praca jest... Nie taka jak powinna. Wkurwisz się, jak zobaczysz, że kazałem ci cierpieć tyle czasu dla czegoś tak kiepskiego - stwierdził.
Remy
Zaśmiał się i wywrócił oczami.
OdpowiedzUsuń-I jak lepiej się już czujesz? - zapytał z wyraźną troską. Odłożył kawę na stolik i odwrócił się w jej stronę, po czym czule założył jej kosmyk włosów za ucho delikatnie się przy tym uśmiechając.
-Jak coś, to w kuchni jest aspiryna na stole. Nieźle wczoraj byłaś pijana - rzucił krzyżując ręce na piersi. Dziś na jego policzku gościł średnio widoczny siniak, ale jednak był.
Z kolei jej amant nie chciał opuścić jej ani na moment. W sumie średnio się jej podobał- do takiego w końcu doszła wniosku. Kiedy dopiła piwo, chcąc się od niego uwolnić, powiedziała, że idzie zamówić kolejne piwo i zaraz wraca.
OdpowiedzUsuńRosie miała zabójczą minę. Co gorsza, patrzyła wprost na nią. Odruchowo uśmiechnęła się przepraszająco.
-Co, aż tak źle?- zapytała, zamawiając faktycznie kolejne piwo. Rozejrzała się. Amant brnął w jej kierunku. Przeklęła głośno. Pospiesznie wyciągnęła z portfela jeden banknot- bądź co bądź nieco więcej niż powinna zapłacić- położyła go na barze i rzuciła do barmana "Albo nie!", kiedy ten już miał podawać jej trunek. Chwyciła koleżankę za rękę i pospiesznie ruszyła ku wyjściu z klubu.
-Wiejemy!
Roxanne
Nieco zmieszana zachowaniem koleżanki, w pierwszej chwili nie wiedziała jak wybrnąć. Wiedziała jednak, że nie może się jej dać.
OdpowiedzUsuń-Wiesz co...-oparła się zachęcająco dłońmi o jego barki. Przybliżyła się nieco. Spojrzała mu w oczy.- Dzisiaj nie mam ochoty na faceta, przykro mi. Pozwolisz więc, że oddalę się już z moją "koleżanką".- uśmiechnęła się, naciskając na ostatnie wypowiedziane przez siebie słowo.- Do zobaczenia.- zatrzepotała sztucznie rzęsami, po czym odwróciła się i powoli ruszyła PONOWNIE w stronę wyjścia.
-Idziemy, małpo.- rzuciła do blondynki, jednak nawet na nią nie spoglądając.
Roxanne
Rzecz jasna chwilę zajęło jej spławienie ich obu. Nie było to łatwe, zważywszy na to że oni naprawdę byli okropnie natarczywi. Trafił do nich dopiero argument dziecka, które czeka w domu wraz z jej tatusiem i musi niedługo nakarmić je piersią. Poważnie, dyplomatycznie i dorośle rzecz jasna podeszła do sytuacji. Ba.
OdpowiedzUsuńWyszła z tego piep**onego klubu bardziej niż wkur*iona. Wyszła i zaczęła iść w przeciwnym kierunku do tego, w którym znajdowała się koleżanka. Nawet na nią nie spojrzała. Nie to żeby była jakaś szczególnie na nią zła czy coś. Rzecz w tym, że chciała dobrze, może troszeczkę wbrew niej... ale tak już jej się zdarzało.
Roxanne
[Matthias na razie zdecydował się na pozostanie w akademiku ze względów finansowych, ale może jej udzielać lekcji fortepianu w ramach oszczędzania (bo widzę w karcie, że ją to interesuje). Co Ty na to?]
OdpowiedzUsuńM. de Wachter
Ludzie mogą mi zarzucić wszystko; że jestem nieodpowiedzialny, że często nie skupiam uwagi na pewne rzeczy, że czasem daje się ponieść i pewne słowa wylatują z moich ust zanim o nich pomyślę, ale nikt nie mógł mi zarzucić braku spostrzegawości.
OdpowiedzUsuńUśmiechałem się w duchu i spojrzałem z na babcię z uciechą, że zadała to standardowe pytanie. Idealnie się zmieściłem w czasie, widząc ukradkowe spojrzenie dziewczyny, która nia miała zielonego pojęcia co powiedzieć. Już wiedziałem, że to zwykłe przedstawienie, by opiekunka przestała pytać o małżeństwo i dzieci.
-Bezpodstawnie? Włamałaś się.-powiedziałem z uśmiechem.
Trafiając do aresztu, w sumie po raz pierwszy, była tam też Rozali i opowiedziała swoją historię przestępstwa. W połowie się wyłączyłem, gdy tylko usłyszałem odpowiedź, która najbardziej mnie interesowała, więc nie miałem zielonego pojęcia, że jednak to było bezdpostawne aresztowanie.
Spojrzałem na brata z rozbawieniem.
-I jakim cudem znalazłeś się w kinie? Ty nigdy do kina nie chodzisz.
Ten pokręcił nieznacznie głową, a stół podskoczył. Próbował mnie kopnąć!
-Pascal, może tak zajmiesz się swoim talerzem i dasz rozmawiać dorosłym?-odezwał się Marlon ze złośliwym błyskiem w oku.
Zanim zdążyłem się odezwać, babcia weszła do akcji i próbowała sprowadzić spotkanie na właściwy tor.
-Niestety z pieczarkami. Gdybym wiedziała wcześniej na pewno zrobiłabym dwie wersje.-uśmiechnęła się przyjaźnie do Rozalie.-Ale zaraz zrobię drugą.-dodała nieśpiesznie i wstała od stołu.
[Hmm... najdawniej to bylem na Punks not dead, ale jak pomysle jak bardzo dawno temu to bylo, to jestem w szoku. Dalej breakway/evergreen, randial, krociotko w NYC, hmm... to by bylp chyba tyle. Moze na jakichs innych blogach robilem jeszcze karty, nawet na sto pro, ale jakos sie nie wciagnalem, to i nawet nie pamietam.]
OdpowiedzUsuńJako ze nie byl typem, ktory drazylby tematy, na ktore osoba z ktora rozmawial ewidentnie nie chciala mowic, a wlasciwosc ta zowie sie, zdaje sie, "takt", po prostu przyjal ta informacje o okolicznosciach. Jak bedzie chciala sie wygadac, to opowie. Wlasciwie nie byl nawet szczegolnie ciekaw.
-Modeling dawal mi dosyc wygodne zycie, ale... - zawahal sie chwile - nie do konca o to mi chodzilo. W zasadzie gdybym nie zostal przypadkiem zauwazony, albo przynajmniej nie zgodzil sie na podpisanie pierwszego kontraktu, to studiowalbym fortepian - wyjasnil, nieco zdziwiony, ze nie wiedziala, ze w ogole mial cos wspolnego z fortepianem. Fakt, nieszczegolnie afiszowal sie, ze gra na tym instrumencie od czwartego roku zycia, ze w ogole na czyms gra. Niewiele osob wiedzialo czemu Benedikt poswieca caly swoj wolny czas, zakladajac ze pewnie sa to romanse i imprezy.
Benedikt
[Mike ma już współlokatora, wiec to odpada. Hmm...pomyślę i jeszcze dziś lub już jutro odezwę się :D
OdpowiedzUsuńi szczerze, nei wiem czemu zdj ci się nei wyświetlają bo u mnie na dwóch przeglądarkach jest dobrze]
Mickaël
Dojazd do centrum zawsze zajmował mu niemiłosiernie dużo czasu. Za każdym razem wyrzucał też sobie, że wydał dziesiątki euro na bilet miesięczny do metra, na które zwyczajnie nie było go stać. Nie prosił jednak rodziców o pieniądze. Miałby zbyt wielkie wyrzuty sumienia. Miał wakacje, ale zamiast wylegiwać się na jakiejś zatłoczonej plaży, musiał zarabiać na życie. Nie znosił Paryża za te wszystkie rzeczy, które widzi się na pastelowych polaroidach, a które w rzeczywistości okazują się tak dalekie od prawdy, jak akademik od jakiegokolwiek miejsca w stolicy wartego zobaczenia. Poprawił wąski krawat, sprawdzając, czy szef nie będzie miał się do czego przyczepić w jego ubiorze i wysiadł, podążając za wiecznie hałaśliwym tłumem wiecznie nieuprzejmych Francuzów i wiecznie ślimaczących się turystów. Powoli sam nabierał swoistego zblazowania w sposobie bycia. Było to trochę nieuniknione.
OdpowiedzUsuńPo kilkugodzinnej zmianie w restauracji i graniu znienawidzonego jazzu do wtóru hałaśliwych rozmów o giełdzie zwykle chciał jedynie coś zjeść i paść na łóżko w ubraniu. Miał dość tego wszystkiego, ale nie mógł zwyczajnie zrezygnować z pracy. Potrzebował pieniędzy, a pięciogwiazdkowy hotel płacił mu dużo więcej niż inne miejsca. Musiał więc zacisnąć zęby i skupić się na myśli o czeku, który wypiszą mu pod koniec miesiąca.
Przed powrotem do domu czekała go jeszcze lekcja z nową uczennicą, która odpowiedziała na jego ogłoszenie wywieszone na terenie uczelni. Podejrzewał więc, że jest studentką któregoś roku. Specjalnie dla niej przygotował kilka najprostszych melodii, planując jedynie rozeznać się w jej możliwościach. Kiedy znalazł się przy wejściu do odpowiedniego budynku, zadzwonił domofonem, zdejmując krawat. Nie chciał wprowadzić zbyt formalnej atmosfery i przestraszyć dziewczyny już na pierwszej lekcji.
[Nie przepadam za ustalaniem takich rzeczy przed. Lubię najpierw trochę popisać i pozwolić wątkom na samoistny rozwój. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że nie masz nic przecikwo.]
Matthias
[Hmm... nawet nie pamietam nazwiska swojej postaci! Najaktywniejszy na blogaskach bylem do 2012 roku jakos, heh. Dawne dzieje!]
OdpowiedzUsuńOd poczatku dziwila go ilosc kontaktu fizycznego, jaki dziewczyna inicjuje, ale teraz byl doprawdy zszokowany. Oczywiscie staral sie nie dac tego po sobie poznac, ale nie czul sie raczej zbyt komfortowo w obecnym polozeniu.
-Co kombinujesz? - zmarszczyl brwi, przygladajac sie dziewczynie z bliska.
Benedikt
Pokiwał głową, gdy nagle zadzwonił jego telefon. Odebrał go i przez chwilę milczał, po czym nagle zerwał się z kanapy i schował komórkę do kieszeni.
OdpowiedzUsuń-Rosie ja muszę lecieć, czuj się, jak u siebie w domu, wiesz, gdzie są klucze od domu, gdybyś wychodziła zamknij go - powiedział wyraźnie zdenerwowany. Wyjaśnie ci wszystko potem - rzucił i wybiegł z mieszkania. Wsiadł do auta i z piskiem opon odjechał Xavier miał wypadek...Xavier miał wypadek...te słowa chodziły mu pogłowie nie dając mu spokoju. Spodziewał się najgorszego. Do szpitala wpadł jak burza.
[Hmmmm... nie :( Musialem juz wtedy nie bywac na blogach, albo bylo za duzo postaci i mi umknelo.
OdpowiedzUsuńA w ogole sie zastanawiam, czy by nie zrobic zenskiej postaci, ciekawe jak by mi wyszlo wcielanie sie w kobiete :D]
-Nie wiem - mruknal. Bylo w jego biernosci wobec dotyku cos niepokojacego i dziwnego. Reagowal tylko o tyle, o ile jakos jego cialo musialo poddawac sie zewnetrznym czynnikom. Moze byl to po prostu skandynawski dystans, moze to niesmialosc dawala o sobie w ten sposob znac, a moze bylo to jeszcze cos zupelnie innego. Trudno powiedziec.
Jako ze jednak cos tam wypadalo zrobic, miekkim gestem lewej reki objal w talii swoja towarzyszke, raczej tak, jak przygarnia sie do siebie dziecko, ktore przyszlo sie wtulic w duze i cieple cialo doroslego.
Benedikt
[Haha, chyba skusze sie na taka probe ;o
OdpowiedzUsuńZadna z postaci nic mi nie mowi ;ooo Chyba na stare lata juz mi pamiec szwankuje]
Ot, wlasnie. Fakt ze rzadko kiedy o cos pytal byl jakby zacheta, by czynic z niego spowiednika. Coz, ostatecznie Benediktowi nie przeszkadzalo to tak bardzo, niejednokrotnie traktowal tego typu rozmowy jako... niezle cwiczenie jezykowe. Tak juz mial: jego plaszczyk empatii podszyty byl egoizmem, z zewnatrz trudnym do uchwycenia.
-Zakladajac ze oboje sa po prostu moimi przyjaciolmi, ciesze sie ich szczesciem - odparl, zgodnie zreszta z prawda - A jesli do tej pory ludzilem sie, ze byc moze wrocimy do siebie z byla dziewczyna, trace zludzenia i zyje dalej. Ostatecznie spotkam kogos innego - wyjasnil po swojemu, jakby to bylo takie proste. Chociaz dla Benedikta faktycznie bylo. Taki typ. Szukal powodow do radosci tam, gdzie tylko mogl je znalezc. Mogl przez to wydawac sie niedoswiadczony lub niedojrzaly.
Benedikt
[Bardzo fajna. Mi się marzy irokez, ale jakoś nie mam nigdy okazji, u fryzjera byłam może dwa razy w ciągu ostatnich dwunastu czy trzynastu lat, soł.'
OdpowiedzUsuńNo tak, kiedyś udawałam, ze jestem miłym człowiekiem. .-.]
Przesunął palcami wzdłuż jednej z rąk dziweczyny i ułożył dłoń na jej karku. Było to coś w rodzaju mocno nieudanej, ale przy tym jakże twórczej próby przytulenia. "Za młodu" kleił się do wszystkich jak się schlał, i była to raczej specyficzna forma żartu, w miarę, jak dorastał, zaczął doceniać przytulanie po pierwsze jako pieszczotę, a po drugie, jako taką zwyczajną formę bliskości z drugim człowiekiem. Czasem pomoc w pocieszeniu, czasem, zwyczajna, spontaniczna reakcja... Coś "fajnego", w każdym razie, choć do tytułu przylepy nie pretendował.
- To chyba miała być drwina, ale skoro tak to widzisz, to możemy mówić o tym w kategoriach komplementu - zażartował. Zamruczał cicho, trochę jak kot, w reakcji na pieszczoty ust dziewczyny.
- Jeśli chcesz, nie będę przy tobie przeklinał - zaoferował. Wiedział, że pewnie nie dotrzyma słowa, nie tak w stu procentach. Takie słowa najczęściej wymykały mu się z ust nieświadomie. Ale to nijak nie przeszkadzało mu w złożeniu takiej obietnicy.
- Jeju, mała wiedźmo, czemu ja nie potrafię ci niczego odmówić, co? - spytał, jakbyzawiedziony samym sobą. Ale ogwrócił pracę, zarysowaną stroną w górę i nawet lekko podniósł, jakby Rosie miała ocho "obejrzeć" ją palcami.
Remy
[Pewnie powie, że nie, bo dodatkowe lekcje ze swoimi uczniami są nieetyczne.]
OdpowiedzUsuńYves
[Taka fajna i barwna postać *.* Co powiesz na to, że Layla zaproponowałaby jej mieszkanie u siebie? ;)]
OdpowiedzUsuńLayla
Auda Perillard była stereotypową babcią. Gdyby mogła to wykarmiłaby cały świat i jeszcze więcej. Miała na sercu każdego człowieka, nawet tego, które dopiero poznała, lub nawet i nie. Bezdomni żebrzący pod korporacją, czy sklepem w Paryżu? Spotykając babcię Perillard mógł pozwolić sobie na zjedzenie ciepłego obiadu na jej koszt. Auda była złotą kobietą i nie wiem, co bym zrobił gdyby nagle jej zabrakło. Była mi i Marlonowi jak matka, której tak naprawdę nigdy nie mieliśmy. Dostawaliśmy po głowie, gdzie ja dostawałem najwięcej, ale i tak ją kochamy i skoczylibyśmy za nią w ogień.
OdpowiedzUsuńTo chyba po niej mam manię do "ratowania świata"
-Ja...-odezwał się Marlon zmieszany i przełknął głośno ślinę, a ja zmrużyłem podejrzliwie oczy. Ze zmarszczonymi brwiami i otwartą buzią musiałem wyglądać komicznie.-Oglądałem film!- w końcu z siebie wykrztusił.- Tak, Pascal. Byłem w kinie. Czasem twój nudny brat jest całkiem rozrywkowy.-oznajmił to takim tonem, jakby to było coś oczywistego. Nie mogłem nic powiedzieć, więc jedynie popatrzyłem na Marlona pobłażliwie, pokazując jak mi pociąg jedzie.
Z pytającym wyrazem twarzy spojrzałem na Rozalie, która uśmiechała się tym dziwnym uśmiechem. Marlon w dalszym ciągu był dziwnie rozproszony, a ja najwidoczniej byłem zbyt ślepy by dostrzec.
-Wiesz co babciu, może jednak zrobisz tą drugą zapiekankę?- odezwał się Marlon i uśmiechnął się do kobiety.- Może w końcu moja dziewczyna czymś się zajmie i nie będzie opowiadać głupstw.- spojrzał na Rosie i pochylił się w jej stronę. Mnie zemdliło, a on cmoknął ją w policzek.
-Znajdzie sobie pokój!- jęknąłem i obsunąłem się na krześle, przypadkowo dotykając kolanem kolana dziewczyny. Teraz to ja uśmiechnąłem się nieznacznie i przesuwałem kolanem.
[A ja owszem, spotkałam się, choć na innym szczeblu edukacji.
OdpowiedzUsuńPusto mi w głowie.]
Yves
[To może być pomysł z mieszkaniem? Ach, i jeszcze jakiej długości watki preferujesz? :3]
OdpowiedzUsuńLayla
[Jako że Cesar zabrał Brutusa ze schroniska, teraz mógłby chodzić tam czas i pomagać w ramach swojej dobrej woli. Mogliby się tam spotykać. Jest też szalona opcja, że ten aniołek zakocha się w swoim profesorze i będzie drama.]/Cesar
OdpowiedzUsuń[Oto właśnie chodzi, że miłości by nie było, bo Cesar jest gejem. Dlatego mówię, że byłaby drama.]
OdpowiedzUsuń[Mam juz pomysl na kobite :P Bedzie ubaw, o ile w ogole umiem wymyslic psychologicznie wiarygodna ppstac zenska!]
OdpowiedzUsuńWtulil tyl glowy w oparcie fotela i spod polprzymknietych powiek obserwowal manewry dziewczyny.
-Stwiedzilbym ze nie mam wplywu na to co, kto, kiedy i do kogo czuje, co w zasadzie jest dosc oczywistym truizmem i uznalbym, ze naturalnym jest, ze w atrakcyjnej kobiecie kochaja sie mezczyzni - odpowiedzial z namyslem - A ze dowiaduje sie o ciazy bylej przypadkiem... hmm, skoro zerwalismy, to ostatecznie nie jest to do konca moja sprawa. Jesli nie zadne z nich nie chcialo mi tego powiedziec, to zastanawiam sie tylko.nad jedna kwestia - zawiesil na moment glos - Czy jestesmy tak bliskimi przyjaciolmi, jak zdawalo mi sie do tej pory. Tylko to - skonczyl swoj przydlugi wywod. Jego myslenie opieralo sie zawsze, nawet jesli szlo o niego samego, bardziej na logice, niz na emocjach. Jego glos zreszta takowych w tym momencie nie wyrazal, mial z natury ton uspokajajacy i melodyjny.
Benedikt
[No to mogłoby się zacząć od tego, że po zajęciach zobaczyłaby go w schronisku i od tamtej pory więcej, by rozmawiali. Ona mogłaby przychodzić na jego wykłady (nawet na te, co nie musi), aż w końcu stwierdziłaby, że to dobry motyw, by jakoś się zbliżyć, więc mogłaby poprosić go o jakieś dodatkowe lekcje albo stwierdzić, że chce poznać Brutusa.]
OdpowiedzUsuń[Żaden problem. Dobranoc.]
OdpowiedzUsuńKiedyś słuchał dużo Mozarta, Chopina i Schuberta. Słał łóżko, sprzątał w pokoju, był usposobiony bardzo romantycznie, choć raczej mało czule w stosunku do dziewczyn. Rodzice głaskali go po głowie, później tylko ojciec, a on uśmiechał się, dopóki mógł nieść brzemię tragedii, która go dotknęła. W końcu śmierć matki otworzyła mu oczy na fałsz i zgrozę otaczającego go świata, przynajmniej do pewnego stopnia, ale zamykając tym samym na nadchodzącą i bezgraniczną hipokryzję chłopca z dobrego domu, który miał w przyszłości odziedziczyć wielki spadek. Jako nastolatek zapoznał się z ciekawymi ludźmi, którzy, tak jak on, chcieli walczyć z kapitalizmem, którego de facto byli dziećmi; to właśnie pieniądze pozwoliły mu znaleźć się w towarzystwie narkomanów i innych typów spod ciemnej gwiazdy, oraz ich wyuzdanych dup, zwykle pozował na konkretnego biedaka, żeby nie zwątpili w ideę całej tej destrukcji, którą uprawiał poprzez, na przykład, rzucanie kamieniami w szyby sklepów przy wejściu do metra. Chciał być dobry, szlachetny. Lubił grupy, ale przez większość wolnego czasu czuł tylko gulę w gardle, bo dobrze wiedział, że nie jest taki jak oni i nigdy nie będzie, choćby zastrzelił amerykańskiego prezydenta, bo nawet wówczas byłaby to tylko przysługa, którą biały bogaty dzieciak wyświadczył rasistowskim kurwom, które naprawdę wierzą w to, co robią. Kiedyś szli na metę i akurat zebrało się na deszcz. Stał pod drzewem i czuł wodę skapującą mu z gałązek na głowę. Czuł w nozdrzach metaliczny zapach. Czuł ciężką krew Jezusa Chrystusa.
OdpowiedzUsuńNie byłoby mu tak łatwo w życiu być tym, kim chciał, gdyby nie ojcowy portfel. Zwykle obchodziło się bez ingerencji sądu (gdyby pozywali go za każdą burdę i akt wandalizmu, pewnie nie miałby co liczyć na renomowaną francuską uczelnię), ludzie byli prości i dawali się przekupić, kopnąć w dupę. Aż w końcu trafił na takich, którzy zabezpieczyli swój wartościowy domek kamerami, które uchwyciły twarz Olego, roztrzaskującego czymś szyby. Właściwie, to dobrze wiedział, że w tym właśnie domu mieszka dziewczyna z jego wydziału, ale niespecjalnie go to ruszało. Właściwie, trochę go to tylko poruszało, że jakaś cukierkowa laleczka "nie może już czuć się bezpiecznie we własnym domu". Latało mu to, serio, a nawet trochę go cieszyło, ale nie musiała podchodzić i zagajać go. Na ulicy. Jak kogoś znanego.
- Co "czemu"? Czemu rozjebałem ci okno? - zaciągnął się papierosem. Zgrywał ważniaka. Zgrywał zbuntowanego kocura z celtyckim krzyżem na ramieniu. - Korona ci z głowy spadła, księżniczko?
Był egoistą. Taki przyszedł na świat, taki miał umrzeć, choćby go życie wpakowało w przymusowe roboty na odległych landach Syberii. Albo gdyby wszyscy ludzie podarowali mu wszystko wartościowe co mają, każde odczute cierpienie bliższe mu było niż cudze. To jasne i na dodatek bardzo ludzkie.
Ole Villadsen
[Masz moj pomysl opublikowany. #yolo]
OdpowiedzUsuńNie rozumial ludzi, a juz szczegolnie kobiet. Jesli by mu kazac wyjawic swoje mysli na temat ludzkich zachowan i motywow, to wialoby pustka. Ale Ben podobny byl pod pewnym wzgled do psa: nic nie rozumial, ale jak przekrzywil leb i madrze patrzyl, to sie zdawalo, ze jednak rozumie.
-Komplementy, powiadasz? - mruknal, wciaz pozostajac w tej samej pozycji - A moze masz ochote pokomplementowac nieco moja skromna osobe? - kontynuowal zagrywke, bez jakiegos sensownego powodu. Jakkolwiek im dalej odciagnie konwersacje od jej osoby, tym weselej bedzie, jak sadzil.
Benedikt
Szła wciąż naprzód, nie zważając na gest koleżanki.
OdpowiedzUsuń-No przecież idziemy oglądać film.- wzruszyła ramionami, wyciągnęła z torebki paczkę papierosów. Pospiesznie odpaliła jednego, zaciągnęła się natychmiast, napełniając płuca dymem.- Ty głupia krowo.- dokończyła, śmiejąc się już. I było po sprawie, w ogóle nie musiały do niczego wracać. Tak już było. Kwita.- Do mnie czy do Ciebie?- zapytała, zaciągając się ponownie. Robiła to szybko, chcąc wypalić papierosa, na którego miała tak cholerną ochotę od dłuższego czasu. Pamiętała też, że jej koleżanka może zaraz zwymiotować czując ten zapach. Też tak kiedyś miała. Przywykła jednak szybko, kiedy to przebywała ze swoim bratem i tymi jego koleżkami, którzy papieroski traktują jak cukiereczki.
Roxanne
[Okej, może być jak zaproponowałaś. Mogę być jeszcze taka wredna i prosić o zaczęcie? :3]
OdpowiedzUsuńLayla
[1. Jest z niej niezla zmijka, wiec dogadac sie moze z kazdym, nawet z blondynka :)
OdpowiedzUsuń2. Zapomnialem co mialen tu napisac, meh.]
Ida
[Tak zle, czt tak dobrze? :P]
OdpowiedzUsuń-Nieeee - usmiechnal sie nieco bezczelnie - Panie maja pierwszenstwo... w mowieniu szczegolnie - dalej sie zgrywal. Wolal to, niz wymyslanie komplementow. Nie mogl byc pewny jakie cele przyswiecaja dziewczynie, szczegolnie ze siedziala na jego kolanach, badz co badz to blisko.
Benedikt
[Ani cwierc pomyslu na watek. Chyba ze znaja sie z widzenia ze szkoly, czy cos. Ida duzo chodzi, to ja mozna na ulivy spotkac, mwahaha. Ale ta trasa nie jest niemozliwa do zrobienia, sam przez jakis czas chodzilem codziennie z 13 do 2 dzielnicy ;o To byl jakis koszmar.
OdpowiedzUsuńAnyways... poza szkola trudno znalezc jakis punkt zaczepienia.]
Ida
[Bloguje z podlogi :)
OdpowiedzUsuńCzekam!]
Ida
[Weeeeeeeeeeee!]
OdpowiedzUsuń-Masz ladne oczy - rzucil ten najbardziej popularny na swiecie komplement. Nie zawsze byl on jednak trywialnym klamstewkiem, badz co badz.
Owszem, nic w tym zlego nie bylo, jednak mimo wszystko Benedikt nie byl przyzwyczajony do bliskosci. Prawdopodobnie przecenial wartosc zarowno fizycznej bliskosci, jak i slow, tak juz mial. Dlatego w obu byl raczej oszczedny, sam z siebie. Nie byl jednak nigdy zbyt asertywmy, w zwiazku z tym nauczyl sie zyc z drobnym dyskomfortem. Jesli wciaz w ogole go odczuwal.
Benedikt
[Kolor w każdym razie również całkiem zacny. c:
OdpowiedzUsuńJa niestety jestem niemiła. Ludzie mają mnie z królową śniegu, o czym dobitnie uświadomiła mnie koleżanka, którą koszmarnie podjarał fakt, że pozwoliłam jej się przytulić. Jestem miła dla mojej dziewczyny, to starczy. XD
No cóż, takie życie, wszystko co dobre się kończy, nawet epickie relacje między postaciami na grupowcach.
I przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ostatnio nic mi się nie chce.]
Na początku ich znajomości Remy podświadomie wyczuwał tę niechęć dziewczyny do jego osoby. Ale to go wtedy nie zniechęcało, uparł się, żeby bliżej ją poznać. I mimo, że z zasady jego zapał był słomiany, to w tym wypadku zawział się okrutnie. W sumie nic dziwnego, skoro spotkał w życiu tylko jedną (i dobrze, że nie więcej, jakoś nie uśmiechało mu się zbyt intensywne rozmyślanie nad kwestią własnej seksualności) kobietę, która go pociągała. To było całkiem naturalne. W każdym razie, doskonale wiedział też, że to właśnie zawzięcie, bardzo się opłaciło. Ich romans był nie tylko "płodny artystycznie", ale i bogaty w nieprzyzwoicie przyjemne doznania natury fizycznej.
- Dla ciebie wszystko, Aniele - rzucił. Właściwie, nie tylko jej obiecywał, że więcej nie będzie przeklinał. Obiecywał to matce, ojczymowi, siostrze... Chyba wszystkim po kolei. Teraz miał tylko dodatkową motywację, by się pilnować. Jemu nie przeszkadzało to, że ktoś rzuca mięsem, (oczywiście do czasu, w którym "kurwa" nie zamieniała się miejscami z przecinkiem) ale zauważył wzrost tendencji do używania ładnego języka. Może to i lepiej?
- Wiedźma, wróżka... I to czaruje, i tym nie ma się czym chwalić. Choć nie powiem, ze to nie wyjaśnia kilku intrygujących kwestii - zażartował. Wróżki co prawda kojarzyły mu się raczej ze starymi cygankami, które stawiały tarota, niż z rzucającymi urok pięknościami, ale to nie było przemyślenie z natury tych, którymi wypada dzielić się z kimś, kto właśnie określił samego siebie jako "wróżkę".
Z uwagą obserwował to, jak dziewczyna ogląda jego pracę. Ot, drobny stresik, w końcu rysunek przedstawiał właśnie Rosie i to jej opinia była najważniejsza. Mimo to roześmiał sie, słysząc główny zarzut dotyczący pracy. - Och, masz jak w banku, że następnym razem narysuję ci takie cycki, że zawstydzisz każdą damę z rozkładówki w "Playboy'u"- obiecał.
Gdy dziewczyna siadła na jego kolanach, powoli wzunął dłoń pod połę jej szlafroka i zatrzymał ją na jej udzie. Kilkakrotnie, nidy od niechcenia, musnął ustami jej szyję i uśmiechnął się nieznacznie.
- Och, a planowałaś na dziś jakieś eskapady, moja droga? - spytał. Powoli sunął dłonią w górę, aż w końcu zatrzymał się na jej biodrze. - Bo pogoda w istocie jest prawdziwie depresyjna, psa wstyd wygonić.
Remy.
Schronisko stało się miejscem odwiedzanym nader często w momencie, w którym przygarnął pod swój dach Brutusa. I choć ten mieszka z nim od dłuższego czasu, wracam tam, kiedy tylko może i pomaga przy innych psach, jakby z powinności wobec nich. Nie zamieniłby swojego czworonoga na żadnego innego, a mimo to troska wobec całej reszty uaktywnia się w momencie, w którym przekracza bramę schroniska. Kiedy tylko wraca do domu, Brutus szczeka na niego, bo pachnie innymi i jego zazdrość, choć nieuzasadniona, cieszy Cesara niesamowicie.
OdpowiedzUsuńNa jednej z wizyt zauważa jedną ze studentek i od tamtej pory od czasu do czasu łapie ją na tym, że ta przygląda mu się bacznie, zupełnie jakby była w stanie dostrzec całe jego wnętrze, wraz z Ericem. To niepokojące wrażenie osłabia go i sprawia, że pojawia się rzadziej, jakby w obawie, że zaraz usłyszy ciekawostkę na swój temat. W końcu zdaje sobie sprawę, że powoli wpada w paranoję i uspokaja się. Tamtego dnia po raz pierwszy wita się z nią i otrząsa z chaosu, który ogarniał go dotychczas.
Od tamtej pory mija spory okres czasu i Cesar niemalże zapomina o własnym strachu. Siedzi na kanapie, czyta dobrą, francuską poezję, pije kawę i pali mocnego papierosa, co jakiś czas unosząc wzrok, by spojrzeć na Brutusa. Ten śpi na swoim posłaniu z łbem wtulonym w miękki sweter swojego właściciela, który oddał mu, gdy tylko zauważył, że ułatwia mu zasypianie.
Słyszy pukanie i jest zaskoczony. Nie miał gości od bardzo dawna i nie spodziewał się, by ktokolwiek miał sprawić mu wizytę w najbliższej przyszłości. Eric również wydaje się być zaciekawiony i unosi brwi do góry. Widać, że jest zły, że woli gdy są sami i nikt im nie przeszkadza. To tylko upewnia Cesara w tym, że powstanie z miejsca jest dobrym pomysłem. Podchodzi do drzwi i otwiera je na oścież. Widzi znajomą twarz i choć nie spodziewa się tego, pozwala sobie na drobny uśmiech. Jest dobrze wychowany, więc nie pyta w drzwiach, po co tu przyszła. Jedynie odsuwa się na bok, pozwalając by ta weszła do środka. Fakt, że to nie podoba się jego chorej wyobraźni w formie Erica, sprawia mu ogromną satysfakcję.
Jesteś paskudnym gnojkiem. Nie obciągnę Ci dzisiaj, słyszy tuż obok swojego ucha, a zaraz potem czuje uścisk na lewym pośladku. Śmiech rozbrzmiewa w jego głowie tym prawdziwiej, że nie jest w stanie zrównać go z ziemią i wmówić sobie nieprawdziwości. Już dawno przywykł do tego, że Eric jest częścią jego życia i to, co robi ma bezpośredni wpływ na jego realne życie.
[Wybacz, że musiałaś tyle czekać]/Cesar
Kolejny nudny dzień. Layla leżała na kanapie otulona swoich ulubionym kocem z wielkim rysunkiem Kubusia Puchatka. Na dworze padał deszcz i było zimno. Czuła zimno mimo włączonego ogrzewania i grubej warstwy ubrań, którą miała na sobie. Lubiła takie pochmurne dni. Mimo, że przez cały dzień trzęsła się z zimna. Lay sięgnęła po kubeczek z herbatą i upiła kilka łyków. Od razu zrobiło się jej cieplej w środku i jakoś tak przyjemniej. Miała już wyciągnąć rękę po czekoladowe ciasteczko, kiedy uświadomiła sobie, że na przeźroczystym talerzyku leżą tylko okruszki. Jęknęła niezadowolona. Musi sobie urządzić spacerek do kuchni. Powoli wstała zrzucając z siebie koc. Wolnym krokiem ruszyła w stronę kuchni. Opakowanie po ciastkach znalazła, ale ciastek już nie. Niechętnie wyjrzała za okno - padał deszcz i wiało, a jej zechciało się ciastek. Dobra Layla była dziwna i nie zamierzała zrezygnować z tego pomysłu. Ubrała się jeszcze cieplej i wyszła z domu trzymając w rękach czarną parasolkę z różowymi kropkami.
OdpowiedzUsuńDo sklepu doszła - cała przemoczona. Woda kapała na podłogę. Layla ruszyła w stronę działu ze słodyczami. Nie była pewna co powinna wsiąść. Przez kilka minut wpatrywała się w dwa różne opakowania ciastek, aż w końcu zdecydowała się na dwa. Podniosła głowę, a kiedy zobaczyła znajomą blond czuprynę uśmiechnęła się szeroko.
- Hej Rosie! - krzyknęła do dziewczyny i podeszła do niej - Nie spodziewałam się tego, że w taką pogodę ruszysz się z domu. - uśmiechnęła się i zerknęła na szyby, po których spływały krople deszczu.
Layla
[Wysiliłam mózg i zaczęłam. Boże dzięki za ciastka! :3 Przepraszam, że dopiero piszę, ale wcześniej nie zauważyłam komentarza. O.o]