Layla Hope Evans
|| Niskie jest piękne || Zagubiona w sobie || Nieufająca ludziom ||
|| Zakochana w tańcu || Ferrari F12 || Mieszka poza Akademią ||
|| Uzależniona od pisania pamiętnika || Wiecznie słucha muzyki ||
|| Taniec || Fotografia || Malarstwo || || Jazda konna || Klub czytelnika ||
21 czerwca 1993 roku cudem na świat przyszła ona - drobna dziewczynka, której nie dawano szans na przeżycie. Gdyby nie szybka reakcja lekarza leżałaby teraz, gdzieś na cmentarzu zapomniana przez świat i rodzinę. Córka znanego biznesmena oraz projektantki mody. Nie jest w najlepszych stosunkach z rodzicami. Nigdy nie doznała czegoś takiego jak rodzicielska miłość. Od małego przebywała z obcymi jej ludźmi, którzy mieli zastąpić jej rodziców. Wychowywana przez niańki, które zmieniały się co miesiąc. Nigdy do żadnej z nich się nie przywiązywała. Jako pięcioletnia dziewczynka zaczęła chodzić do różnych szkół tanecznych. Od tamtej pory taniec stał się jej pasją i czymś co pokochała. Kilka razy wygrała na mistrzostwach światowych z czego jest dumna do tej pory. Layla nie jest ufną osobą. Musi najpierw kogoś dobrze poznać zanim wpuści go do swojego życia. Łatwo ją zranić i wyprowadzić z równowagi. Nie jest jednak typem dziewczyny, która po kilku ostrzejszych słowach rzuci się na łóżko i będzie płakać, aż zabraknie jej łez. Potrafi o siebie zadbać i jest samodzielna. Rzadko, kiedy się odzywa. To nie tak, że ona nie lubi rozmawiać - po prostu czuje się bezpieczniej, kiedy milczy.Wszędzie jest jej pełno. Pewnie nie raz widziałeś jak zgrabnie poruszała się po korytarzu wymijając ludzi, którzy stali jej na drodze, albo jak oddaje się swojej pasji tańcząc w sali, gdzie zazwyczaj nikt się nie pojawia. Możliwe jest też, że słyszałeś jak nuci pod nosem najnowszą piosenkę jakiegoś znanego zespołu. Na jej karku widnieje mały tatuaż w kształcie krzyża, który zrobiła za namową przyjaciółki.. Po skończeniu akademii marzy się jej wyjazd do Londynu lub Nowego Jorku, aby bardziej dokształcić się w kierunku tańca.
_______________
Na zdjęciach: Barbara Palvin
Zapraszam do wątków i powiązań ;]


[Dzień dobry, my zdaje się znamy? c:
OdpowiedzUsuńMiłej zabawy życzę, w każdym razie. I zapraszam do siebie, jak masz ochotę.]
Remy.
[Cześć! Piękna pani :3 Wątek może?]
OdpowiedzUsuńRoxanne
[Jestem kiepska w wymyślania, ale... Może Layla zechciałaby zapozować Remy'emu? c:]
OdpowiedzUsuńRemy.
[Mi się pomysł podoba, więc zaczynasz :D]
OdpowiedzUsuńKolejny ciężki dzień. Zajęcia czasem potrafią być bardzo męczące, więc należy mu się chwila wytchnienia w miejscowym klubie. Wsiadł do auta i z piskiem opon ruszył przed siebie. Po niespełna 10 minutach był już na miejscu.
OdpowiedzUsuńGdy wszedł do klubu od razu uderzył go zapach alkoholu, papierosów i spoconych ludzi, nie przeszkadzało mu to - grunt, by dostał coś do picia.
Usiadł przy barze i zamówił sobie dwie kolejki bimbru, ale za nim kelner mu je poda postanowił pójść do łazienki. Leniwie zsunął się z barowego stołka. Gdy przechodził obok damskiej toalety zmarszczył czoło. Ktoś krzyczał. Nie myśląc ani chwili dłużej zdecydowanym krokiem wkroczył do łazienki.
-Zostaw ją! - warknął w stronę mężczyzny, który obmacywał jego przyjaciółkę Laylę. Podszedł do niego i z całej siły uderzył go w twarz. Przyciągnął do siebie dziewczynę i wyprowadził ją z klubu, po czym ujął jej twarz w swoje dłonie.
-Nic ci nie zrobił?
To nie był najprzyjemnieszy dzień. Zaliczył rozmowę z jednym z wykładowców, który zarzucił mu, że "za mało się stara", nie oddaje prac na czas, co rusz z czymś zalega... Pewnie, miał rację, ale Remy, jak to artysta, był trochę przewrażliwiony. Dlatego postanowił udowodnić szanownemu panu profesorowi, że się myli. Tylko musiał wziąć się do pracy od razu, a do wykonania jednego z rysunków, koniecznie potrzebował modelki. I tu skończyły się żarty i zaczęły schody...
OdpowiedzUsuńOdrobinę obrażony zmierzał do wyjścia z akademii, kiedy zobaczył Laylę.
- Czołem, moja droga - uśmiechnął się do niej nieznacznie. - Też miło mi cię wydzieć.
Jego uśmiech nieznacznie poszerzył się, gdy usłyszał jej propozycję.
- Poniekąd spadasz mi z tą propozycją prosto z nieba - przyznał.
Remy
- Zawsze do usług... Gdybym wcześniej wiedział, że pchasz się przed sztalugę, nie szukałbym na siłę modelek i nie chodziłbym za nimi, by mi zapozowały - zażartował. Poniekąd to co mówił było prawdą, większość koleżanek po jednym pozowaniu odmawiało dalszej współpracy. Trudno się dziwić, Remy był zakompleksiony i przewrażliwiony, lubił wynajdować w szkicu najdrobniejsze, nie do końca udane szczegóły i zaczynać go od nowa, raz, drugi czy trzeci...
OdpowiedzUsuń- Och, to nie ważne... Najważniejsze i przy okazji najgorsze jest to, że koleś wyjątkowo mnie nie lubi. Chyba byłby szczęśliwszy, jakby mógł mnie uwalić - stwierdził. - Ale ja się nie dam. Zdecydowanie - dodał.
Remy
Spojrzał na nią uważnie i cichutko westchnął. Chociaż, tyle że ten kutas jej nic nie zrobił.
OdpowiedzUsuń-Daj spokój Layla, odwiozę cię - powiedział stanowczo. na dworze było dość zimno, a dziewczyna była ubrana jak na październik bardzo cienko. Zdjął z siebie swoją skórzaną kurtkę i nałożył ją jej na ramiona.
-Nie pozwolę ci teraz wrócić samej do domu - rzucił i zaprowadził ją do swojego auta. Otworzył jej drzwi i poczekał aż wsiądzie, po czym sam zasiadł na miejscu kierowcy, by następnie z piskiem opon ruszyć do jej domu.
[Okej, pomysł całkiem mi się podoba, ale co powiesz na to żeby zgubiła go na spotkaniu klubu czytelnika? Matthias dosłownie połyka książki, więc chętnie zapisałby się na coś takiego. W ten sposób znałby ją z imienia i wiedział gdzie mniej więcej jej szukać. Mieliby też punkt zaczepienia do rozmowy. Co sądzisz?]
OdpowiedzUsuńde Wachter
Dojazd z centrum do mieszkania i uczelni zawsze zajmował mu niemiłosiernie dużo czasu. Za każdym razem wyrzucał też sobie, że wydał dziesiątki euro na bilet miesięczny do metra, na które zwyczajnie nie było go stać. Nie prosił jednak rodziców o pieniądze. Miałby zbyt wielkie wyrzuty sumienia. Miał wakacje, ale zamiast wylegiwać się na jakiejś zatłoczonej plaży, musiał zarabiać na życie. Nie znosił Paryża za te wszystkie rzeczy, które widzi się na pastelowych polaroidach, a które w rzeczywistości okazują się tak dalekie od prawdy, jak akademik od jakiegokolwiek miejsca w stolicy wartego zobaczenia. Zdjął wąski krawat, który nosił w trakcie pracy w eleganckiej restauracji, gdzie grał znienawidzony jazz do wtóru głośnych rozmów o giełdzie i wysiadł, podążając za wiecznie hałaśliwym tłumem wiecznie nieuprzejmych Francuzów i wiecznie ślimaczących się turystów. Powoli sam nabierał swoistego zblazowania w sposobie bycia. Było to trochę nieuniknione.
OdpowiedzUsuńGdyby rodzice wiedzieli, że gra chałtury w eleganckiej restauracji, zapewne poradziliby mu, by wrócił do domu. Był to bowiem jego największy koszmar. Nie miał jednak wyjścia. Przebicie się w tutejszym światku artystycznym było niemal niemożliwe. Jego praca nie byłaby taka zła, gdyby nie fakt, że przez większość czasu grał rzeczy, które nie tylko go nie rozwijały, ale i męczyły. Zarabiał jednak całkiem nieźle i liczył na to, że ktoś kiedyś dostrzeże jego talent i podejdzie, by wyrwać go z tego miejsca i zaproponować stały kontrakt. Większość gości restauracji była jednak zbyt zajęta rozmową i jedzeniem, by w ogóle zwrócić uwagę na jego grę.
Teraz jednak mógł już zapomnieć o pracy i odpocząć. Wieczorem poszedł na spotkanie klubu czytelnika na uczelni, gdzie rozmawiali o realizmie magicznym w literaturze. Cieszył się, że miał coś do powiedzenia, choć jego wiedza opierała się głównie o Marqueza. Podczas tych spotkań zawsze notował sobie nowe tytuły do przeczytania. Tak było i tym razem. Kiedy wszyscy się rozeszli, został jeszcze przez chwilę, spisując tytuły książek. Miał już wrócić do domu, kiedy zauważył pastelowy zeszyt pod jednym z krzeseł. Uznał, że komuś wypadły notatki i podniósł go, by sprawdzić imię i nazwisko właściciela. Okazało się, że zeszyt był w rzeczywistości pamiętnikiem należącym do jednej z dziewczyn z klubu. Wiedział, że jest znajomą jednej z jego dobrych koleżanek, więc poprosił ją o jej numer i wysłał jej wiadomość: „Znalazłem Twój notatnik. Masz ochotę spotkać się na kawę? Matthias”. Uznał, że nie ma sensu czekać z wiadomością do następnego spotkania, które miało mieć miejsce dopiero za dwa tygodnie. Dziewczyna na pewno by się zmartwiła, że jej notatki dostały się w niepowołane ręce.
de Wachter
[Bo ja tylko piszę cudowne karty i tworzę równie dobre postaci XD Oczywiście żartuję, a na wątek zawsze jestem chętna, tylko co by tu wymyślić...hm.]
OdpowiedzUsuńPascal
[A dziękuję, dziękuję :D. Layla może jej proponować mieszkanie, ale czy Rosie się zgodzi, to nie wiem. Bo ona ma swoje "wymarzone" mieszkanko i nie wprowadzi się do miejsca, które nie będzie mu podobne :D]
OdpowiedzUsuńRozalie Roux
[Pomysł dobry, tylko jest jedno "ale" Raczej Pascal nie tworzy graffiti na widoku, raczej wszystko na dachach budynków, czy w nocy pod osłoną ciemności, by nikt go nie sprzątnął. Tym bardziej brat, który ma go już serdecznie dość.]
OdpowiedzUsuńPascal
[Layla jest przyjaciółką Scotta, a Scott to były Rozalie, więc stąd mogą się znać :D. Layla może wiedzieć, że Rosie szuka meiszkania, więc jej zaproponuje. Ale nie wie, że Rosie ma swoje wymarzone, którego szuka :D. Ogólnie to tak to widzę :D.
OdpowiedzUsuńA długość, to mi wszystko jedno, naprawdę. Lubię się dostosować do drugiego autora :3]
ROzalie
[Poprosić zawsze można. ALe muszę Ci odmówić, gdyż moja wena na zaczynanie wątków u Rosie padła i nie chce wstać :C]
OdpowiedzUsuńRozalie
[Czesc! Tez nie lubisz blondynek? ;o
OdpowiedzUsuńCzy to co napisalas oznacza ze stworzylem psychologicznie prawdopodobna postac zenska? O.O]
Ida
[ Hej :)
OdpowiedzUsuńOd razu ostrzegam, że wątki gdzie są dwie panie lub dwóch panów, w szczególności ten pierwszy wariant to nie są moje mocne strony, ale jeśli masz jakiś pomysł to pisz, bo moja wena ograniczyła się po karcie ;D ]
Ash
[ Hej :)
OdpowiedzUsuńOd razu ostrzegam, że wątki gdzie są dwie panie lub dwóch panów, w szczególności ten pierwszy wariant to nie są moje mocne strony, ale jeśli masz jakiś pomysł to pisz, bo moja wena ograniczyła się po karcie ;D ]
Ash
- Och, masz to jak w banku - zapewnił.
OdpowiedzUsuńRemy też nie wiedział, czemu dziewczyna się w to pcha z własnej woli, ale nie śmiał narzekać, w końcu ratowała mu tym samym skórę. Miał cichą nadzieję, że jak przyjdzie co do czego, to nie zmieni zdania, bo wtedy będzie miał dosłownie przkichane.
- E, dasz sobie radę - zapewnił i przyjacielsko poklepał ją po ramieniu. - Kiepsko byłoby zawalić. Kończenie szkoły po terminie to nic fajnego - dodał. Z rozbawieniem patrzył, jak dziewczyna zdejmuje buty z nóg. - Jasne, ze będziesz. Potrzebuję szlicu portretowego - wyjaśnił. - I i tak podziwiam cię, żeś tyle w tych butach wtrzymała...
Remy
[Merci Merci Barbara taka piękna a L taka kochana. Jeśli masz jakiś pomysł to strzelaj i zacznę :]
OdpowiedzUsuńSalvatore