Pascal Mailloux
Widzisz na tej ścianie nagiego mężczyznę, który zjada drzewa i wydala szare blokowiska? Albo Vincenta Vegę i Julsa Winnfielda trzymających w dłoni banana zamiast broni? Nie było mi łatwo to namalować, biorąc pod uwagę, że większość ludzi uważa to za wandalizm i kilkakrotnie musiałem przerwać pracę w połowie, gdy usłyszałem nadjeżdżającą policję. Na szczęście za dzieciaka nauczyłem się szybko biegać i wspinać, gdy na rodzinnym podwórku uciekałem przed starszym bratem. Nie żeby coś się zmieniło. Dalej przed nim uciekam, bo na złość mi wstąpił do mundurowych i najczęściej to od niego dostaję największą burę, gdy przypadkiem uda mu się mnie dopaść. Nie jestem zły. Naprawdę. Może jestem nazbyt pyskaty i może mam kartotekę zapełnioną kilkoma zarzutami o domniemany wandalizm, ale czy nas, grafficiarzy, trzeba wrzucać do jednego wora? Przecież nie pokrywam ścian pustymi wulgaryzmami, które mają obrażać ludzi. Tylko w sposób niekonwencjonalny staram się zmienić świat, co przychodzi mi z trudem.
Mam dwadzieścia dwa lata i odkąd dostałem pierwszą kolorowankę do rąk nazywam siebie grafficiarzem. Mój brat jest gliną, a przez większość dzieciństwa mieszkaliśmy z babcią, bo rodzice pojechali zwiedzać świat i od tamtej pory jeszcze nie wrócili. Czasem mam wątpliwości, czy jeszcze żyją. Jakimś cudem dostałem się do akademii na wydział wzornictwa i nie mogę uwierzyć, że jeszcze mnie z niej nie wyrzucili i nie powiedzieli grzecznie "spadaj na drzewo, ty chuliganie"
powiązania

Siedziała sobie w kawiarence i zajadała się czekoladowym lodem. W taki upał jak dziś na nic innego nie miała ochoty.
OdpowiedzUsuńObserwowała ludzi, którzy ją mijali, zastanawiając się gdzie tak się śpieszą. W końcu była sobota, spokojny poranek., a w dodatku trwały jeszcze wakacje. Cóż... Jednak nie wszyscy mięli tak dobrze jak ona.
Nawet nie zwróciła uwagi, że ktoś się do niej przysiadł. Dopiero kiedy wymownie mruknął, dziewczyna obdarzyła go swoim spojrzeniem. Uśmiechnęła się nieznacznie do policjanta, a potem niemal udławiła się lodami, kiedy ten zadał jej pytanie. Ludzie się na nich dziwnie spojrzeli, kiedy Rosie zaczęła kaszleć.
Kilka dni później wysiadała z samochodu mężczyzny. Pogładziła materiał sukienki, po czym ostrożnie chwyciła go za rękę. Cały czas uważała, że ten pomysł jest dziwny i niewykonalny. Kobieta się może nabierze, ale co dalej? Roux nie miała zamiaru się z nim wiązać, tak naprawdę. Był dla niej za stary i zbyt bardzo ułożony. No i zbyt bardzo przypominał jej ojca, a nie chciała, aby jej przyszły mąż był podobny do taty. Kochała go, ale... Ale to sprawa na inny dzień.
– Dzień dobry... – powiedziała ostrożnie, patrząc na kobietę. Uśmiechnęła się do niej niepewnie.
– Babciu, to Rozalka, moja nowa dziewczyna – powiedział, a blondynka nieznacznie i niemal niezauważalnie się skrzywiła.
– Wystarczy Rosie. I bardzo miło mi panią poznać – rzekła, a kobieta poprowadziła ją do stołu. Tam spojrzała zaskoczona na siedzącego już chłopaka.
– Znasz już mojego brata, Pascala? – zapytał starszy z braci.
– Poznaliśmy się już – odparła, a chłopak odsunął jej krzesło, aby mogła sobie usiąść. Co też zrobiła, a wzrok utkwiła w Pascalu.
Rozalie
[Łaaaa! Cudowny pan :) Życzę miłej zabawy na blogu i owocnych wątków.]
OdpowiedzUsuńScott
- To samo mogę powiedzieć o tobie, Pascalu - powiedziała, patrząc jak jego usta dotykają jej dłoni. Skrzywiła się niemal niezauważalnie. Doprawdy nie lubiła kiedy ktoś ją dotykał, bez jej pozwolenia. A tym bardziej ślinił jej części ciał! Ukradkiem wytarła dłoń o spodnie policjanta, który, miała taką nadzieję, niczego nie zauważył.
OdpowiedzUsuńRozalie spojrzała na mężczyznę nieco przestraszona. Nie uzgodnili wszystkich szczegółów ich znajomości. I nei wiedziała co ma teraz mówić! Prawdę, czy może ma kłamać? W sumie to całkiem zabawna historia...
- Marlon mnie aresztował. Zresztą bezpodstawnie - powiedziała, zauważając jak mężczyzna się... rumieni? Chyba tak. Wzruszyła jednak delikatnie ramionami, a swój wzrok utkwiła w starszej kobiecie. - Potem spotkaliśmy się przypadkiem w kinie i tak samo wyszło - dokończyła swoją opowieść, delikatnie chwytając dłoń mężczyzny i kładąc ją sobie na kolanach.
Założyła nogę na nogę i spojrzała na zapiekankę.
- Jest bez pieczarek? - zapytała ostrożnie. Nie chciała wyjść na wybredną. Leczo o wiele bardziej nie chciała spuchnąć i wyglądać jak czerwony balon. Dosłownie i w przenośni.
- Mam straszne uczulenie i naprawdę nie chcę tutaj paść - powiedziała, śmiejąc się dość nerwowo. Udawany związek, czy tez nie, i tak się denerwowała i nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Nie wiedziała też co ma mówić, a ratunku szukała u Pascala, który siedział naprzeciw niej. Łatwiej jej było wpatrywać się w niego, niż w Marlona.
Rozalie
[Cze.]
OdpowiedzUsuńOle Villadsen
[Czołem, naprawdę świetna postać. Miłej zabawy życzę. :)]
OdpowiedzUsuńRemy.
[Witam serdecznie. Jeśli masz ochotę na wątek z Rox to zapraszam, coś się wymyśli, a co.]
OdpowiedzUsuń- To była kwiaciarnia mojej matki, a ja zapomniałam kluczy, a zostawiłam tam telefon i wszystkie dokumenty - wytłumaczyła się szybko. Nie chciała, aby kobieta uznała ją za kryminalistkę, bo ona nią nie była. Co to to nie. Była grzeczną i ułożoną dziewczyną. A to, że czasem zrobiła coś głupiego, to już całkiem inna historia i o tym nie musiał nikt inny wiedzieć.
OdpowiedzUsuń- Jestem młodsza o Pascala - wtrąciła się, a widząc minę policjanta, z trudem powstrzynała się od wybuchu śmiechu. Była młoda i, choć zapewne nie wyglądał, to często łapała za różne słówka, czy też wypominała sytuacje, które stawiały w niezbyt korzystnym świetle jej towarzysza. Teraz nie mogła się powstrzymać przed tym komentarzem, który aż sam się prosił o wypowiedzenie go na głos.
- nIe, nie. Naprawdę nie trzeba! - powiedziała pośpiesznie i delikatnie chwyciła dłoń kobiety. - Nie musi się pani fatygować, naprawdę - dodała, zerkając na kobietę. Najwyżej nic nie zje i też się nic nie stanie. Skoro potrafiła żywić się samymi jabłkami przez kilka dni, to mogła nic nie jeść. Tragedia się przecież żadna nie wydarzy. Miała taką nadzieję. Ale zasłabnąć raczej nie zasłabnie. A nawet jeśli, to zapewne ktoś ją uratuje. W końcu siedziało tutaj dwóch facetów.
Już podczas pierwszego spotkania odniosła wrażenie, że Pascal nie zachowuje się, jak na swój wiek. Bradziej jak taki szesnastolatek, który wkręcił sobie, że uratuje świat!. Było to w pewien sposób słodkie, ale i też zabawne. No i go polubiła. A przecież chłopaka z aresztu nie powinno się lubić, bo nie wiadomo co to za typ!
- Marlon, właśnie. Co robiłeś w kinie, bo na pewno nie oglądałeś filmu - zaśmiała się, z nieznacznym błyskiem w oku. Skoro wziął sobie małolatę na dziewczynę, to teraz ma! Mógł wcześniej o tym pomyśleć.
Chwyciła go za kolano, po czym delikatnie przesunęła dłonią po jego udzie. Co najśmieszniejsze, w ciągu tego patrzyła się w oczy Pascala, z nieznacznym uśmiechem na ustach.
Rozalka
[Jaka cudowna karta. *o* i pan też niczego sobie. :D Hm, co powiesz na wątek?]
OdpowiedzUsuńLayla
[Może Layla zobaczy jak tworzy i skomentuje, że ładnie itp.? :]
OdpowiedzUsuńRozalie spojrzała na swojego "chłopaka": uważnie. Zaraz jednak roześmiała się i pokręciła głową na boki.
OdpowiedzUsuń- Siedziałeś tyłem do ekranu. A w sumie to bokiem, ale głowę miałeś odwróconą w tył. Raczej nie oglądałeś filmu - powiedziała, wyginając usta z zabawnym uśmiechu. Marlon mógł się spodziewać takich sytuacji. Nie ustalili szczegółów, a ona nie chciała, aby wszystko tak łatwo poszło. Chciała się też pośmiać, gdyż od dawna nie miała takiej możliwości. A Marlon i jego kłamstwo idealnie się do tego nadawało. Tym bardziej, że mogła zmyślać, jak z nut, a biedny policjant musiał z tego jakoś wybrnąć. Oczywiście działało to też w drugą stronę.
- Twoja dziewczyna nie gada głupstw. Prawda, nawet ta, która robi z ciebie głupka, nie jest zła - stwierdziła, zaciskając dłoń bardzo blisko jego męskości. Cały czas wpatrywała się w Pascala, a kiedy szturchnął ją kolanem, to mu odwdzięczyła mu się lekkim kopniakiem w łydkę.
- Pokój nie jest potrzebny. Jestem wychowana w bardzo religijnej rodzinie i złożyłam śluby czystości - powiedziała, po czym uśmiechnęła się do mężczyzny. Mówiła to zawsze kiedy chciała zniechęcić do siebie jakiegoś adoratora. Na niektórych to działało, a niektórzy stawali się jeszcze bardziej natrętni.
- Może porozmawiajmy teraz o kimś innym? Pascal... A ty? Co robisz w wolnym czasie? - zapytała, podpierając podbródek o wierzch dłoni. Słodki uśmiech pojawiłsię na jej ustach, a druga dłoń jeszcze mocniej zacisnęła się na materiale spodni ukochanego. A niech ma nauczkę, że nie ładnie okłamywać ludzi! I jeszcze wciągać w to kłamstwo innych ludzi.
Rozalka
[A od czego są noce spacery? :D]
OdpowiedzUsuńLayla