13 sierpnia 2014

Ci, co się znają na jedzeniu, nie lubią kebabów.


Prastarzy Indianie od lat przewidywali pojawienie się na świecie kogoś, kto na zawsze zmieni życie ludzkie. Kogoś, kto pomoże znaleźć im sens egzystencji ludzkiej w ich szarych i nudnych żywotach. Ten ktoś, już jako embrion osiągnie stan umysłu, którego pozazdrościłby nie jeden grecki uczony. W momencie pojawienia się go na świecie, wszystko na chwilę ucichnie, by zaraz obudzić się na nowo i żyć lepiej niż wcześniej. Od tej pory wszystko miało się zmienić. Miało być łatwiej, lepiej, przyjemniej.
Ale zamiast tego pieprzonego bożka... jestem Ja.
I też jest fajnie. Przynajmniej taka plota krąży po mieście.



  Roxanne Hathcock
6.12.1993r., Londyn
II rok, projektowanie mody
mieszkanie w centrum, piętro 20


~~~
Witam się. Wątki tak, nawet nie pytać :) Zdarza mi się czasem wymyślić coś sensownego. Faworyzuję.
 
Tytuł: Kabanos- Snob
Karta w trakcie rozwoju.
Ostatni edit: 14.08.14r.- uzupełnione podstrony.

*postacie do przejęcia

32 komentarze:

  1. [O dzień dobry! Myślę, że tutaj nasze panie się dogadają. Rosie raczej nie lubi imprez i dużego towarzystwa, więc może Roxanne byłaby taką, która ją na to wyciąga? idziemy tylko na piwo i bum! Są na imprezie? xD]
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wiesz, ja też nie widzę między nimi konkretnego powiązania, dlatego proponuję zacząć od ustalenia czy się znają, a jak tak, to i relacji. :)]

    Remy.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Myślę, ze dałoby radę. c: Za jakość przepraszam, ale chcę zacząć jeszcze dziś. Mam nadzieję, że taki początek ci styknie.]
    Choć kobiety go raczej nie pociągały, to wciąż praktycznie nie potrafił im odmawiać. Głównie pomocy, bo mało która chciała od niego czegoś innego. Na znaczną część pań, szczególnie tych młodszych, patrzył tak, jak na swoją "malutką siostrzyczkę", oczko w głowie, które potrafiło zmusić go do wszystkiego. To była tylko kolejna drobna słabostka Remy'ego.
    Zdecydowanie nie lubił robić za modela, ale propozycja robienia za matekin wydała mu się godną rozpatrzenia, szczególnie, że złożyła ją Roxanne, bądź co bądź koleżanka, w myśl zasady nieodmawiania kobietom, nie mógł powiedzieć "nie". I teraz cholernie żałował, stanie w miejscu nie należało do przyjemnych doświadczeń, szczególnie, że co chwila dostawał ijakąś szpilką w nogę... Tak, teraz jego kończyny dolne zapewne prezentowały się gorzej, niż po ataku krwiożerczych komarów.
    - Ała - jęknął, gdy kolejna szpilka trochę mocniej wbiła się w jego udo. - Nie, żebym miał coś przeciwko igłom, ale byłbym zobowiązany, gdybyś raczyła odrobinę bardziej uważać - poprosił.

    Remy.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Może Roxanne i Scott bd przyjaciółmi i Rox nie bd przy kasie, a musie opłacić mieszkanie, więc Scott zaproponuje jej mieszkanie u siebie?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nazwisko Roxanne całkiem słusznie kojarzy mi się z Hitchcockiem.
    Piszę się na wątek, pewnie. Może wydział modowy potrzebowałby wypasionych gipsowych manekinów na jedną ze swoich letnich wystaw? I Roxanne zagadałaby do Olego, bo wywiało dokądś wszystkich milszych od niego studentów rzeźby?]

    Ole Villadsen

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubiła Roxanne, naprawdę. Jedyne co ją w niej irytowało, to to, ze czasami nie mogła zrozumieć, że Rosie nie należy do tej części społeczeństwa. Ona wolała cztery kąty swojego pokoju. Lubiła patrzeć w samotności za zachodzące słońce, a potem liczyć gwiazdy na niebie. Chciałaby spotkać kogoś, kto robiłby to razem z nią. A potem przychodził czas, kiedy zdawała sobie sprawę, żę jej książę z bajki nie istnieje, a ona ma zbyt wysokie wymagania. Nic z tym jednak nie robiła, gdyż nie widziała potrzeby. Nie chciała być z kimś, przy kim by się denerwowała.
    - Nie lubię piwa - mruknęła cicho , odsuwając się nieco w bok, aby nie dostać ze swoich własnych butów. Skrzywiła się nieznacznie , a już po chwili wsunęła na nogi martensy w malutkie kwiatuszki.
    Szła, szła i co jakiś czas marudziła. Naprawdę nie miała ochoty na żadne imprezy. O wiele bardziej wolałaby zostać u siebie.
    Weszły do klubu, a do nozdrzy dziewczyny dotarł nieprzyjemny zapach alkoholu, papierosów i potu. Aż jej się niedobrze z początku zrobiło.
    - Chodźmy stąd, proszę - jęknęła, patrząc błagalnym wzrokiem na koleżankę.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  7. Westchnęłą ciężko. Jednak na taką propozycję mogła przystać. Tym bardziej, że jeśli już stąd pójdą, to oglądną jakiś film, który zapewne namota Rosie w głowie. Potem znów będzie szukała swojego księcia z bajki i nikt jej nie przetłumaczy, że lepiej będzie, jak go nie będzie.
    - No dobra. Na takie coś mogę przystać - powiedziała, siadając na barowym krzesełku. Spojrzała na dość przystojnego barmana, który uśmiechał się do nich wesoło i jakoś tak figlarnie.
    - Ja bym chciała piwo z sokiem malinowym. Z naciskiem na sok - powiedziała, a kiedy barman wziął się za przygotowywanie icj trunków, Rosie wlepiła wzrok w koleżankę.
    - Niby jak tłum spoocnych ludzi i głośna muzyka ma mi pomóc się zrelaksować? - zapytała, marszcząc nieznacznie brwi.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Dobry. Lottie mogłaby załatwić kilka numerów do modelek z którymi poznała się na odwyku (amfa, amfa, amfa) w ramach rekompensaty za... Wyciągnięcie z nudnego bankietu organizowanego w restauracji pani Delacroix ]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie każdy student wydziału projektowania mody zobowiązany był do tego, skoro Ole już kilka dni wstecz widział projektantów-amatorów taszczących, albo już nawet pracujących na manekinach, które rozpoznawał z poprzednich wystaw (widocznie należały do uczelni, ale nie było ich na tyle dużo, żeby starczyło dla wszystkich). Nie, żeby Villadsen brał udział w takich wydarzeniach, wręcz przeciwnie - lał na wszystko, co dotyczyło całej tej popkultury i plastikowego, bezużytecznego chłamu. Był zapatrzony w siebie i w swoje twory, które dotyczyły aktualnych problemów, reprezentowały sobą pewne idee, w jego umyśle przynajmniej dwie z nich tworzyły historię. O brzydkich ubraniach haute-couture szybko zapominano, zwłaszcza jeśli były to debiutanckie szmaty niewprawionych krawców. Świat mody był dla Olego tylko kolejnym sposobem panującego rządu, aby odciągnąć uwagę opinii publicznej od tego, co faktycznie jest istotne. Polityka wbrew pozorom ma duży wpływ na media, a kuriozum to fakt, że kiedy na jednej półkuli Murzyn pada z głodu, na drugiej jakiś pedał w markowych majtkach opieprza makijażystkę za krzywy make-up. Słaba sytuacja. Rzygać się chce.
    Dlatego Ole omijał wszystkie modowe przedsięwzięcia szerokim łukiem, zresztą nikt go nie prosił o jakikolwiek udział, albo pomoc, jeszcze lepiej. Co najwyżej mógłby coś zepsuć, zdewastować, zademonstrować.Właśnie wracał z pubu, gdzie "demonstrował" nieznajomemu bucowi, w jakim tempie ludzka twarz może zalać się krwią, jeżeli uderzy kilka razy o szklany blat. Nie ma co ukrywać, że wchodząc do pokoju w akademiku, lekko się zataczał. W drzwiach minął współlokatora, który napomknął mu coś o gościu.
    - Czego? - wyparował, waląc się na łóżko i sięgając do szuflady po jointa, którego na pewno jeszcze rano tam widział. Odpalił go, po czym w końcu zaszczycił dziewczynę spojrzeniem. - Znam cię?

    [Da, da]
    Ole Villadsen

    OdpowiedzUsuń
  10. [Może zacznijmy od wspólnego wyjścia na piwo i wtedy Scott się zapyta co u niej i wszystko samo wyjdzie. Zaczniesz czy ja mam zacząć? :3]

    OdpowiedzUsuń
  11. Rosie nie przepadała za piwem. A tak szczerze, to sam jego zapach potrafił spowodować u niej odruch wymioty. Nienawidziła tego alkoholu i wiedzieli o tym wszyscy, którzy kiedykolwiek się z nią spotkali. To samo tyczyło się wódki i szampana. W sumie to wszystkiego, prócz czerwonego wina, gdyż ten trunek mogłaby pić na okrągło. Niczym wodę mineralną. Oczywiście zdawała sobie sprawę, żę to niebezpieczne i powinna nieco przystopować, bo jeśli tak dalej pójdzie, to nic dobrego się nie stanie.
    - Ja się bawię w inny sposób - mruknęła w odpowiedzi i odruchowo powędrowała wzrokiem w stronę dwóch mężczyzn, którzy stali i się w nie wpatrywali. Nie posłuchała rady Rox, a wręcz przeciwnie! Wlepiła swoje wielkie, niebieskie tęczówki w jego postać i odprowadziła go wzrokiem, aż do siebie.
    Mężczyzna zaczął ją bajerować, a ta nie miała najmniejszej ochoty go słuchać. Nie miała również odwagi, aby odpowiedzieć mu jedną z ripost, które miała ułożone w głowie. Zamiast tego wpatrywała się w niego i co jakiś czas delikatnie kiwała głową. Mężczyzna chyba odebrał to za znak zachęty, bo posuwał się do coraz odważniejszych flirtów. A to wcale nie było na rękę Rosie, która miała ochotę nawrzeszczeć na nieznośnego towarzysza.
    - Zabiję cię - mruknęła w kierunku Roxanne, kiedy jej amant poszedł, gdyż dostał bardzo ważny telefon.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jęczeć? Łatwo było jej mówić! Miał "podziurawione" nogi, nie mógł się ruszyć, bo zniszczyłby jej pracę... Tak, w tej chwili Remy jak nigdy doceniał ciężką robotę wszystkich, którym kiedykolwiek kazał siedzieć w bezruchu, często tylko po to, by po kolejnym podejściu do szkicu uznać, że jest on beznadziejny i rzucić go w diabły. Po cichu obiecał sobie też być dużo bardziej wyrozumiałym dla przyszłych modelek i modeli.
    - Och, dziękuję ci za tę łaskę, o miłosierna. Nie śmiem więcej marudzić - rzucił, w przesadnie teatralny sposób. Zignorował zaczepkę, w postaci tego podszczypnięcia i tak niezbyt miał się jak odgryźć. - Padłbym przed tobą na kolana, ale sama rozumiesz, nie chcę spieprzyć twojej roboty - dodał.
    Był odrobinę porażony tempem i ilością pytań, które wyrzuciła z siebie Roxanne, potrzebował chwili, by ogarnąć w głowie odpowiedz. - Za ciasne nie są. Kieszenie na mój laicki gust też są w porządku - stwierdził. Wykonał kilka ostrożnych kroków. - Coś mi do końca nie styka w szwie na lewej łydce, ale może mi się zdawać - dodał. - Nie musisz mnie podrywać, następnym razem i tak nie dam z siebie zrobić manekina - mruknął. W każdym calu był to żart, bo asertywność u niego kulała i nie potrafił tak po prostu odmawiać.

    Remy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Amant Rosie był najgorszym typem jakiego mogła spotkać. Nigdy nie lubiła takich ludzi i zapewne nigdy nie polubi. Był aż za bardzo nachalny, a jego komplementy śmieszne. Tacy faceci szczególnie grali jej na nerwach. Mogła jednak go przełknąć, jeśli tylko to w pewien sposób zrobiłoby na złość Roxanne.
    Zaskoczona spojrzała na koleżankę, kiedy ta tak zaczęła uciekać. I to właśnie wtedy zobaczyła swoją szansę!
    - Nie, nie wiejemy - oznajmiła, patrząc na koleżankę uważnie. Zatrzymała ją, po czym odwróciła się w stronę jej faceta, do którego równiez uśmiechnęła się uroczo.
    - Koleżanka źle się poczuła, lecz teraz już jest dobrze - oznajmiła, popychając Roxanne w stronę mężczyzny. - Czasami już tak ma i nic się na to nie poradzi - skłamała gładko, po czym posłała jej złośliwy uśmieszek.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  14. [To z rączkami to średnio w stylu Lottie, ale pomińmy ten fakt ;) ]

    Ludzie są krnąbrni i pazerni. Do tego wszystkiego ciągle są głodni. Głodni sławy, głodni pieniędzy i głodni jedzenia, na które nieraz nie mogą sobie pozwolic. Ci, którzy stali za szklaną ścianą należeli jednak do tych, którzy odczuwali teraz nie głód, a chciwośc, bo pierwotne pragnienie dawno temu uśpili i pozwolili mu oddalic się ku zapomnieniu.
    Była czysta od dwóch miesięcy. Ani razu nie sięgnęła po trawkę, strzykawkę, czy nawet zwykłe proszki na uspokojenie. Życie zaczynało ją bolec.
    Najchętniej schowałaby się gdzieś daleko, a przynajmniej daleko od matki i ojca, którzy mimo rozwodu i hipokryzji (obydwoje lubili pociągnąc nosem) każdego miesiąca razem oglądali wyniki i rozmawiali z lekarzami. W końcu ich zwierzątko nie mogło nagle stracic blasku, kim mogliby się chwalic przed znajomymi? Krótki incydent, kiedy piesek zerwał się ze smyczy był tematem rozmów zaledwie przez kilka dni, bo później wszyscy przypomnieli sobie, że rozwody znajomych są znacznie bardziej zajmujące. Zwłaszcza podział majątku!
    Ubrana w przylegającą do ciała sukienkę, czuła się jak sardynka w puszce. Musiała się uśmiechac, uważac na śliskie kafelki i ostrożnie wybierac wina- wytrawne umiała wypluc, jeśli nie był to dobry rocznik.
    Odebrawszy telefon powiedziała matce, że wychodzi, że obsłużyła już gości rozmową i że nie ma zamiaru dalej brac udziału w cyrku, który nazywano "bankietem stałych gości". Wystarczyło, że spędziła w apartamencie matki dwie godziny na poddawaniu się: makijażowi, malowaniu paznokci i układaniu włosów. Miała ochotę wejśc pod prysznic, zmyc z siebie to wszystko a później ubrac się w męską koszulę, figi; i w takim stroju spędzic resztę dnia przed telewizorem.
    -Nie musiałaś tak krzyczec, kwartet i tak Cie zagłuszył- uśmiechnęła się lekko i zapaliła papierosa.- Piep**ony bankiet i wyższa pier*olencja. Wszyscy starzy, albo z kijem w tyłku- westchnęła i zaciągnęła się. Paczuszkę wyciągnęła w stronę dziewczyny. Może i ona ma ochotę?

    OdpowiedzUsuń
  15. Spojrzała na koleżanke i roześmiała się wesoło. Położyła jej dłon na ramieniu i spojrzała na swojego amanta, któy właśnie się koło nich zjawił.
    - O co chodzi? - zapytał, a dziewczyna przeniosła wzrok z niego, na Roxanne.
    - Moja koleżanka ma ochotę na dwóch facetów. Jednocześnie - powiedziała, wpatrując się w oczy to jednego, to drugiego mężczyzny. Ci uśmiechnęli się dość figlarnie, a ona wyswobodziła się z uścisku brunetki.
    - To ja was zostawiam samych. Udanej zabawy w trójkącie - puściła im oczko, po czym szybko się oddaliła w stronę wyjścia.
    Wyszła z klubu, a swe kroki od razu skierowała w stronę ławeczki, która starała niedaleko parku. Usiadła na tejże ławce, zerkajac na ekran telefonu.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  16. [Muzyka, moda, ujdzie wszystko! :D Watek chetnie, powiazanie chetnie!
    Moga sie w sumie z kilka lat znac. Acz z muzyka moze byc o tyle trudno, ze Ben jest klasyczny fortepianista, a i malo kto wiedzial czym sie zajmuje, jak sie zamyka w domciu ;P]

    Benedikt

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie zrobiła tego, aby dokopać leżącego. Tylko chciała pokazać Roxanne jak się ona czuje, gdy ta próbuje za wszelką cenę ją gdzieś wyciągnąć. Co prawda było to nieco marne porównanie i nieco marny przykład, lecz nic lepszego do tej jej blond główki nie wpadło.
    Widząc wściekłą Roxanne, wstała z ławki i szybko ruszyła w jej stronę. Nie chciała, aby ta się na nią gniewała. Chciała jej tylko pokazać jak czuła się ona. A to nie było nic złego, prawda?
    Szybko dogoniła koleżankę i położyła jej rękę na ramieniu. Stanęła naprzeciw niej i spojrzała na nią uważnie.
    - Stało się tam coś? - zapytała, jak gdyby nigdy nic.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jesli zaprzyjazniliby sie dawno temu tak bardzobardzo, to moze i by jakos to przezyl, mimo ze tak-bardzo-skonczyl-z-modelingiem :) Moznaby zalozyc, ze Rox go inspiruje i tylko dlatego zgadza sie jeszcze okazjonalnie robic za wieszak :P Chociaz wlasnie wprowadzil sie na stale do Paryza z poczatkiem sierpnia, wczesniej mieszkal w NY, a jeszcze wczesniej w Sztokholmie, co nie znaczy ze w Paryzu nie bywal czesto.]

    Benedikt

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ty! Bo ja jestem biernym czlowiekiem pozbawionym kreatywnosci :P]

    Benedikt

    OdpowiedzUsuń
  20. [Oczywiście, chęć na wątek jest zawsze. Nie mam jednak za bardzo pomysłu na powiązanie ich, przynajmniej na początku. Jeśli podrzucisz mi jakąś sugestię, chętnie zacznę,]

    Matthias de Wachter

    OdpowiedzUsuń
  21. - Zobaczysz, zacznę pracować nad asertywnością i zosawię - mruknął, po czym cicho westchnął. Tak, dla obojga było jasnym, że tylko tak gada. Nie po raz pierwszy zresztą, zawsze odgrażał się w ten sposób i jak widać jakoś nie zrobił niczego w kierunku obrócenia swoich słów w czyn.
    Zgodnie z poleceniem dziewczyny, bardzo ostrożnie zdjął z siebie spodnie. Jego ruchy były aż do przesady przemyślane, ale sam dostawał wręcz ataków panki, kiedy ktoś dotykał jego prac i istniała obawa, że zostaną obe zniszczone. Gdy dziewczyna przszła z koszulą, obrzucił ją spojrzeniem i lekko się uśmiechnął.
    - Wiesz, Rox, gdybym szukał czegoś na pogrzeb, bez wątpienia ta właśnie koszula wydała by mi się wręcz perfekcyjną... A już w szczególności, jakbym miał kogoś w niej pochować - stwierdził. Żartował, nie znał się na modzie, nawet się nią nie interesował, ale to, co szyła jego koleżanka, zazwyczaj mu się podobało.

    Remy

    OdpowiedzUsuń
  22. [Pewnie, że tak :)]

    Scott szeroko się uśmiechnął na widok dziewczyny. Była wspaniałą przyjaciółką, wiele razy skopała go po dupsku i doprowadziła do porządku i szczerze jest jej, za to wdzięczny. Byłą dla niego niczym siostra i chce, by tak pozostało, nie chce, by ich relacja się popsuła. Docenia, to, co ma i nie wymaga więcej. Scott czule założył dziewczynie kosmyk włosów za ucho, który opadał jej na czoło i spojrzał na nią pytająco. Od razu wiedział, że coś jest na rzeczy.
    -Rox co jest grane? - zapytał troskliwie i upił łyk herbaty, którą przyniósł, im kelner. - Wal śmiało, wiesz, że ja zawszę, ale to zawszę ci pomogę - dodał i cicho westchnął. Nie lubił, gdy dziewczynę coś trapiło lub dopadały kłopoty, chciał, by była zawsze wesoła i pogodna, więc jest jej w stanie zawsze pomóc, choćby nie wie, co .

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Bardzo możliwe by w szkicowniku pojawiały się portrety dziewczyny, Mike jest na tyle nie stabilny w emocjach, że ciekawią go ludzie...a później zaczyna ich nienawidzić. Nie mniej zatrzymajamy się przy tym, ze chłopak ją lubi na swój sposób.
    Gdzie chcesz jednak umieścić tą relację dokładniej?]

    Mickaël

    OdpowiedzUsuń
  25. Spojrzała zaskoczona na koleżankę. Doprawdy jej nie rozumiała. Najpierw nawet nie patrzy, a teraz oznajmia, że idą na film... Ah zresztą. To i tak nie jest ważne.
    - Sama jesteś głupią krową! - odpowiedziała jej i szybko wsunęła dłonie do kieszeni spodni.
    - Chodźmy do ciebie - odpowiedziała, bez większego zastanowienia. Nie chciała mówic dlaczego nie chcą iść do niej, bo to była taka tajemnica. Nawet jej najbliżsi przyjaciele o tym nie wiedzą. A nawet i rodzina. W sumie to prócz niej, matki, ojca i kilku lekarzy, nikt nie wie. I tak pozostanie zapewne na bardzo długi czas. Nie obraziłaby się nawet, gdyby nikt wiecej się nigdy nie dowiedział.
    - NIedobrze mi - jęknęła cicho, czując paskudny zapach papierosów. Skrzywiła się strasznie, nie wiedząc co ma z sobą zrobić. Nie chciała tutaj zwymiotować, a właśnie na to się zapowiadało.
    - Co fajnego jest w paleniu? - zapytała, gdyż chciała się dowiedzieć. Sama nie widziała w tym nic fajnego. Potem się tylko śmierdziało i odstraszało ludzi.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  26. No tak... Jak sie jest muzykiem, to czasami trzeba sie publicznie pokazac. A jak sie trzeba publicznie pokazac, to trzeba tez jakos wygladac. No a zeby jakos wygladac, to trzeba miec ubrania. I tu wlasnie pojawil sie problem. Benedikt stal w swojej garderobie, rozgladajac sie bezradnie. Dobrze, ze o kwestii stroju pomyslal teraz, a nie w dniu koncertu. Marzyl mu sie jakis elegancki frak z nutka ekstrawagancji, jakas nowa, oryginna koszula, cos zaskakujacego i niepowtarzalnego... Szybko przemyslal swoje kontakty, i jak stal, tak po prostu wyszedl. Po coz bylo w ogole dzwonic? Wot, przeciez dopiero co przyjechal do Paryza, po co tracic czas na telefony.

    Wstukal dobrze znany kod, ruszyl tyle razy widzianymi schodami na gore.
    Stanal pod znajomymi drzwiami, stwierdzil ze nic wokol sie nie zmienilo, co bylo dobrym znakiem. Niecierpliwie nacisnal dzwonek i czekal.

    Benedikt

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Dzięki za plusa :D Ja ci dam za wzmiankę o Indianach xD
    Wątek z chęcią, choć od razu ostrzegam, że wątki damsko-damskie i męsko-męskie, w zwłaszcza te pierwsze to nie są moje mocne strony, ale może masz jakiś fajny pomysł na myśli? ^^ ]

    Ash

    OdpowiedzUsuń
  28. [wybacz zwłokę, proszę.]

    - No pewnie, że jest w porządku. Jak już mówiłem, na pogrzeb idealna - rzucił. Zdjął z siebie koszulę, ostrożnie, żeby nic nie zepsuć, odwiesził ją na podany wieszak i oddał z powrotem Roxanne. Potem czym prędzej naciągnął na siebie swój własny, sprany i rozciągnięty t-shirt i noszące równie widoczne ślady eksploatacji jeansy. Pozuł się jakoś lepiej, będąc w swoich ubraniach, nie był już taki... Nagi, jak przed chwilą.
    - Zdecydowanie wolę zeszmacić się jakimś, jak to ładnie określiłaś, diabolicznym trunkiem - stwierdził. - Miałem w zasadzie przestać pić, ale rozumiesz, powinno być mi wybaczone, jeśli weźmie się pod uwagę ofiarę, jaką z własnej godności złożyłem sztuce - dodał i zaśmiał się cicho. Czasem zbierało mu się na takie patetyczne przemowy.

    Remy.

    OdpowiedzUsuń
  29. [No a ja lubię Indian gdybym była Indianinem nazywałabym się Wiele Grzyw dobra a teraz wątek. Mam taki, że mogliby się przyjaźnić i R mogłaby od czasu do czasu przekopywać garderobę Salvtore i przerabiać jego ubrania wedle własnych pomysłów co ty na to?]
    Salvatore

    OdpowiedzUsuń
  30. [Widzę, że głowa pełna pomysłów prawidłowo. Mogliby zostać zatrzymani przez policję będąc pijanymi (ale cii) poprzebierani za siebie nawzajem (Salvatore w sukience ! ) z wozem pełnym ciuchów. Potem areszt czy coś. Hym?]
    Salvatore

    OdpowiedzUsuń
  31. [no ja zacznę baraninko :]
    Wypili drinka, albo dwa w domu. Potem Roxanne zaczęła się rozbierać i Salvatore też zaczął się rozbierać, ale najwyraźniej mieli odrębne zdanie na temat postępującej sytuacji bo dziewczyna rzuciła w niego swoją sukienką i kazała się w nią ubrać. Po czym wparowała do pokoju, który robił za garderobę i wyszła z niego po minucie, ubrana w jego garnitur Armani. Zdecydował, że znowu musi się napić i zrobił sobie białego rosjanina, ale dodał do niego za dużo śmietany, chociaż i tak mu to nie przeszkadzało. Potem Rox zdecydowała, że pojadą na pokaz mody i kazała mu wziąć ze sobą tyle ciuchów ile uniesie i załadować je do samochodu. No i tak jechali, jadą w tej właśnie chwili. Może odrobinę za szybko, ale co tam.
    Skupił wzrok na drodze, chociaż ten umykał mu ku jego pasażerce, która mówiła coś szybko, dokładnie studiując podszewkę jednej z kamizelek do garnituru. Potem zauważył czerwone i niebieskie światła, a potem człowieka, który machał do niego. Zjechał na pobocze i wcisnął pedał gazu, tak, że samochód zatrzymał się z piskiem opon.
    - Cara Mia - zwrócił się do swojej pasażerki - tutaj kończy się nasza przejażdżka bo jesteśmy w niezłym gównie.
    Salvatore

    OdpowiedzUsuń