15 sierpnia 2014

***

Sophie de Voyer
Urodzona dwadzieścia lat temu w burzliwą noc, 13 kwietnia 1994 roku. Paryżanka, z domieszką krwi duńskiej oraz węgierskiej, studentka na wydziale aktorskim, która czynnie udziela się w klubie baletowym, choć za jakiś czas niestety będzie musiała z niego zrezygnować. Wyrzucona z domu w wieku osiemnastu lat, do dnia dzisiejszego nie utrzymująca kontaktu z rodzicami, wynajmuje kawalerkę nieopodal Akademii. W drugim miesiącu ciąży, nadal zszokowana tą informacją, bijąca się z myślami, co ma zrobić w zaistniałej sytuacji. 
Do pewnego momentu była grzeczną dziewczynką, oraz ukochaną córeczką. Dobrze wychowana, mówiła pięknie proszę i dziękuję, ślicznie się uśmiechała, zabawiała członków rodziny na wspólnych spotkaniach. Chyba od samego dnia narodzin miała już ułożony plan na swoje życie przez rodziców, którzy momentami wymagali zbyt wiele, chcieli aby była najlepsza. Nie pojmowali, że to ją męczy, i sprawia że wszystkiego się odechciewa. Marzenia o byciu zwyczajną dziewczyną porzuciła już dawno temu. Buntowanie się nie było w jej stylu, wszystko cierpliwie znosiła, jednak pewnego dni powiedziała dość. Powiedziała te słowo w momencie, kiedy rodzice niemalże chcieli na niej wymusić pójście na studia medyczne. To w tamtym dniu pokłóciła się z nimi, można by powiedzieć, o tak błahy powód. Jednak wtedy odetchnęła, w końcu poczuła że żyje. Tak naprawdę, na sto procent. Bo nie ma nad sobą wymagających rodziców, bo w końcu może żyć na własną rękę, podejmować własne decyzje. Skończyło się więc na tym, że wyprowadziła się z rodzinnego domu, wynajęła niewielkie mieszkanko, które od dwóch lat dzieli z mopsem o imieniu Edgar, a za jakiś czas przybędzie kolejna osóbka. Za niecałe siedem miesięcy. 

19 komentarzy:

  1. (A niech się przyjaźnią :D. Może Sophie przez jakiś czas mieszkała u Rosie? I teraz pomaga blondzi szukać mieszkania? :)
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Jaka cudowna Pani *_* No dobra przejdę do rzeczy :D Scott wbrew pozorom, to dobra duszyczka. Może on i Soph się będą przyjaźnić? Albo nawet ich relacja będzie wyglądała jak brat i siostra? Scott zaproponuje jej znalezienie i opłacenie innego mieszkania, które będzie wygodniejsze bo kawalerka nie jest zbyt dobra.]

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozalie ju ż od dawna chciała się wprywpadzić. Problem polegał na znaleznieju odpowiedniego loku. Nie wszystkie mieszkania jej paoswały, a ona nie chciała zamieszkać w czymś, co jej się nie podoba. Chyba, jak każdy normalny człowiek. Tylko by się męczyła, a przecież przeprowadzka miała być przyjemnością.
    Szukając odpowiedniego mieszkania trafiała na różne osoby. Niektóe kleiły się do niej z łapskami, inne starały się ją zachęcić różnymi zdjęciami, a kiedy przychodziło co do czego, to okazywało się, że zdjęcia strasznie różnią się od prawdziwego wyglądu.
    Od kilku dni miałą na oku dwa mieszkanka. Jednak potrzebowała kogoś kto by jej pomógł doradzić i takie tam inne bajery. Bez większego zastanowienia poprosiła o to Sophie, która - według niej - idealnie się do tego nadawała.
    Czekała właśnie na przyjaciółkę i zajadała się słonymi precelkami, które miała zachomikowane w torebce. Słysząc jej głos, uśmiechnęła się delikatnie, po czym wstała z ławki i wygładziła dłońmi materiał sukienki.
    - Już? Chyba dopiero - mruknęła, chowając precle do torebki. Oczywiście, ze nie podzieliła się nimi z Sophie. W końcu dziewczyna sobie na to nie zasłużyła, gdyż się spóźniła. A to było niewybaczalne!
    - Możemy już iść? - zapytała, z nieznacznym uśmiechem na ustach.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Albo gdyby zaproponował jej opłacenie mieszkania i żeby dobrze się z tym czuła pozwoli jej, by z czasem oddawała mu pieniądze. Jak coś, to może wątek zacznie się w parku, Scott będzie siedział na ławce itp.
    Mam jeszcze pytanko. Bo robię zakładkę z powiązaniami i jaką relacje robimy? Przyjaciele + przyszli rodzice? xD]

    OdpowiedzUsuń
  5. Owszem, znała Sophie, a te jej spóźnienia coraz bardziej ją irytowały. Kiedyś nawet przestawiła jej zegarek o godzinę wstecz, co dało raczej marny efekt, bo spotkanie zostało odwołane, a Sophie zapewne się zorientowała, ze próbowała podstępem ściągnąć ją na czas.
    - To nie jest zabawne - mruknęła, patrząc jak Sophie bawi się w najlepsze, podczas tej zabawy w żołnierza. Ojciec Rosie był żołnierzem, Porucznikiem, i posiadanie w domu żołnierza nie było niczym fajnym. Szczególnie jeśli Jules Roux dostawał ataku, o którym nawet de Voyer nie wiedziała. I nie musiała wiedzieć.
    - Nie na strychu, tylko na poddaszu, głąbie - mruknęła, pokazując jej język. Wstała dziś lewą nogą i jakoś nie miała ochoty na takie żarty. Ani w ogóle na żarty. Ani w ogóle na wszystko. Miała doła, a do swojego przyjaciela nie mogła się dodzwonić.
    - Przebieraj tymi nogami. Nie możemy się tam spóźnić - powiedziała, patrząc na wolny krok przyjaciółki. Sama w tych swoich wysokich obcasach również nie szła zbyt szybko. Ale, żeby iść tempem żółwia, to była to już przesada. I to nawet nie lekka!
    - Więc... Co u ciebie? - zapytała.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  6. - Wcale, że nie! - zaprzeczyła szybko i spojrzała na przyjaciółkę. - Strych jest zakurzony, cały w pająkach i w innych dziadostwach. A poddasze już nie - stwierdziła, po czym wzruszyła lekko ramionami. Teraz miała pokój na poddaszu i było jej tam dobrze, naprawdę dobrze. Chciała znaleźć sobie mieszkanie, gdzie to poddasze będzie, gdyż bez niego pokój wygląda tak normalnie i prosto. A przez to jest nudny.
    Nie lubiła, kiedy ktoś ją okłamywał. W mały, lub nieco większy sposób. Kłamstwo zawsze było kłamstwem. Sama nie kłamała, chyba że chciała zrobić komuś niespodziankę i musiała uśpić jego czujność, wiec chciała aby ludzie też tego nie robili względem niej.
    - To dobrze, że dobrze - zaśmiała się, stając na sygnalizacji świetlnej. Poczekała, aż światło z czerwonego stanie się zielone, a wtedy ruszyła przed siebie.
    Nieco zdziwiona spojrzała na Sophie. Kilkakrotnie zamrugała powiekami, a potem powróciła wzrokiem na zatłoczoną ulicę.
    - Powiedz mi teraz, potem będzie ci trudniej - zachęciła ją, patrząc na nią z jakąś dziwną czułością w oczach.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  7. Scott korzystał z wolnego czasu od zajęć jak tylko mógł. Biegał, tańczył, chodził na piwo z kumplami, imprezował, a dziś wybrał leniwy odpoczynek w parku. Siedział na jednej z ławek z książką w ręce. Byłą dość ładna pogoda, świeciło słońce, wiał przyjemny delikatny wiaterek, gdzieniegdzie śpiewały ptaki. Nic tylko odpoczywać. Westchnął cicho i na chwilę oderwał się od lektury, po czym rozejrzał się dookoła. Uśmiechnął się pod nosem. Ostatni rok i licencjat, nie miał zielonego pojęcia jak on sobie z tym poradzi, ale, skoro zaliczył jak na razie wszystkie semestry bez żadnych problemów, więc z pewnością i z tym sobie da radę. Nie miał planów na resztę dnia, więc pewnie wyląduje z butelkę piwa w ręce przed telewizorem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem w ciąży... Jestem w ciąży, jestem z ciąży... Słowa niczym echo brzmiały w jej głosie. Ta jednak pozostała niewzruszona .Co prawda wewnątrz się w niej kotłowało, miała tysiące myśli, tysiące pytań, lecz na zewnątrz nie dawała nic po sobie poznać. Dokładnie tak, jakby w ogóle ją to nie dotknęło. Nie wzruszyło, ani nie wywarło wywarło większego wrażenia. Prawda była całkiem inna. Jednak nie chciała zwariować.
    - Kto jest ojcem? - zapytała cicho, po czym podeszła do budki z lodami. Kupiła sobie o smaku czekoladowym, gdyż inne smaki jej nie podchodziły, i wróciła do Sophie. Zerknęła na nią, a język zanurzyła w czekoladowej kulce. To ją zawsze w pewien dziwny sposób uspokajało. I pozwalało skupić myśli. Nie miała zamiaru obwiniać o nic Sophie. Ani robić jej wyrzutów. To była jej sprawa. Była już dużą dziewczynką i wiedziała, czym grozi seks bez zabezpieczenia. I teraz nie powinna być zdziwiona, że jest w ciąży.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Tak, jest biologicznym ojcem dziecka :)]

    Scott odwrócił głowę i spostrzegł zmierzającą ku niemu Sophie. Obdarzył ją ciepłym uśmiechem i zrobił miejsce na ławce. Lubił ją, a nawet bardzo. Zawsze jest wesoła, optymistycznie nastawiona do świata, wiele razy go postawiła na nogi i służyła dobrą radą, lecz nie da się zapomnieć ich wspólnej nocy jakieś dwa miesiące temu. Scott tego nie żałuje, byli wszystkiego świadomi i nie ma się co oszukiwać - chcieli tego.
    -Hej Sophie - przywitał się i pogłaskał jej psa, po czym odłożył książkę do torby, by mu nie przeszkadzała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miała ochotę strzelić jej w twarz. Co prawda już dawno rozstała się ze Scottem. Ale nigdy nie spodziewałaby się tego, że Sophie może się z nim przespać. Przyjaźniła się zarówno z nim, jak i z nią. Lecz... Tu nie chodziło o zaufanie, wiarę, czy cokolwiek innego. Tylko o zdradę. Sophie, pieprząc się ze Scottem, zdradziła blondynkę, która dopiero teraz zauważyła, ile tak naprawdę znaczy dla przyjaciółki. Tyle co nic. Bo gdyby była kimś więcej, to by tego nie zrobiła. Nie poszłaby do łóżka ze Scottem!
    Jej były ma być ojcem dziecka jej przyjaciółki... Na samą myśl wszystko się w niej gotowało. Była wściekła i dopiero teraz to pokazywała. Zgniotła wafelka, a lód spłynął jej po ręce. Sophie powinna się cieszyć, że nie wylądował on na niej, co chciała zrobić najpierw.
    - A ja wolałabym cię już nigdy więcej nie oglądać - powiedziała, patrząc wyzywająco dziewczynie w oczy. - Jesteś zwykłą dziwką, Sophie. Myślałam, że się przyjaźnimy! - krzyknęła, oczywiście zdając sobie sprawę z tego, iż zrobiła to o wiele za głośno, niż powinna. Kilku przechodniów spojrzało w ich kierunku, lecz (o dziwo!) tym razem się tym nie przejęła.
    - Zejdź mi z oczu - syknęła i tylko dlatego, że Sophie spodziewała się dziecka, nie dostała w twarz. Tak... Roux w tym momencie była do tego zdolna.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Chetnie! Chcesz ich jakos powiazac, czy zaczynamy cos randomowego od zera?]

    Benedikt

    OdpowiedzUsuń
  12. [Hmmmm... ona z Paryza, troche malolata, ale moze bywala na jakichs imprezach albo pokazach mody, albo fashion weekach, albo cos w tym guscie i mogliby sie kojarzyc... Nie przychodzi mi do glowy zbyt wiele innych sensownych pomyslow, jako ze Ben ze Szwecji i mieszkal ostatnich kilka lat w Sztokholmie i NY, ale bywal w Paryzu, hmm]

    Benedikt

    OdpowiedzUsuń
  13. Czuła, że robi jej się słabo, a nogi się pod nią uginają. Gdyby Sophie okazała jakąś skruchę, czy cokolwiek, to inaczej by na to spojrzała. Teraz jednak miała świeże spojrzenie na całą sprawę.
    Sophie znała Rosie jak nikt inny. Dobrze więc zatem wiedziała, ze czasami potrafi naprawdę bardzo koloryzować daną sytuację, aby przedstawić siebie w roli ofiary, bądź napastnika. Głównie w roli ofiary. Naoglądała się bidulka filmów, to teraz ma.
    Uważała, że Sophie ją zdradziła. Scott, co prawda, nie był jej chłopakiem, jednak był jej byłym. Blondynka wiedziała, ze Rosie jest z nim silnie związana, a uczucie nie do końca wygasło. Przyjaźnili się, dogadywali się świetnie. Ale nie... Sophie musiała się wtrącić i wszystko popsuć! Rosie w tym momencie miała gdzieś, co przyjaciółka, teraz już była, bo tego blondynka nie będzie potrafiła jej wybaczyć, chyba, do niego czuła, czy też nie czuła. Życie składało się z wyborów, a ona wybrała zdradę przyjaciółki. Roux czuła, jakby cały świat runął jej na głowę. Wszystko w co dotychczas wierzyła się sypało. Straciła przyjaciela, bez którego w sumie mogłaby się obyć, ale i też przyjaciółkę, która była dla niej niczym siostra.
    - Co ty gadasz?! - zapytała, patrząc wyzywająco dziewczynie w oczy. - Wybaczyć zdradę? Przecież mu wybaczyłam! Po tym byliśmy jeszcze ra... - zacięła się równie nagle, co zaczęła gadać. Dotarło do niej, że mogło się wydarzyć coś, o czym nie miała zielonego pojęcia. - A może już wcześniej się z nim pieprzyłaś co? Był tak bardzo smutny i przygnębiony tą zdradą, że musiał się u kogoś pocieszyć. A dziwka Sophie przyjmie każdego. I to z otwartymi ramionami - rzekła, mocniej zaciskając dłonie w pięści. Z loda nie było już co zbierać, a w drugiej ręce powoli sączyła się krew, z rozcięć, które zrobiła swoimi długaśnymi paznokciami.
    - Tak... Wezmę przykład z ciebie i prześpię się z byłym swojej przyjaciółki. Dorobimy się dziecka i będziemy szczęśliwą rodzinką. Po przecież, to takie fajne! - Przestała już nawet tamować łzy, które teraz ciurkiem leciały po jej policzkach i zmazywały makijaż, nad którym tyle pracowała. Czuła się źle, niedobrze i miała ochotę cofnąć czas i inaczej to wszystko rozegrać. Choć każdy inny scenariusz, był równie bolesny, co ten, który własnie przeżywała.
    - Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś, co? Dlaczego po prostu nie podeszłaś i nie powiedziałaś mi o swoich uczuciach do niego, tylko dowiaduję się o tym w ten sposób? Nie traktuję go jako swojej własności, Sophie. Sądziłam jednak ,ze jesteś moją przyjaciółką! A przyjaciółka nie zrobiłaby takiego świństwa. Zwisa mi, co teraz poczniesz. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
    Nie miała sił na dalszą kłótnię. dlatego też podeszła do Sophie, wytarła zabrudzoną dłoń o jej bluzkę, a potem ją wyminęła i ruszyła w kierunku swojego obecnego mieszkania. Na zwiedzanie mieszkań, nie miała sił. W jej głowie zrodził się plan zaproponowania Sophie wspólnego mieszkania, jednak teraz wolałaby dzielić pokój z samym Lucyferem, niż z nią. Wszyscy wydawali jej się lepszymi towarzyszami, od niej.
    Była zaślepiona gniewem i złością. Nigdy wcześniej nikt nie wyprowadził ją z równowagi... No poza Scottem i jego zdradą. Dobrali się, naprawdę. Stworzą świetną parę, przez którą Rosie nabawi się nerwicy, kurwicy, czy cholera wie, jak ta choroba, o której myśli Nejcioch się nazywa, i trafi na leczenie.
    Stanęła przy pobliskiej ławce, czując, jak odchodzą z niej wszystkie siły. Oparła się o nią i zaczęła głośno oddychać. Musiała się uspokoić. Jeśli to zrobi, to wszystko będzie dobrze. Chyba.
    Rozalie

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dziękuję bardzo, ale to bardzo mocno. :) A co do wątku to tak, o rany, musimy coś razem skleić! Już nawet coś mi wpadło do głowy. Mianowicie Sophie mieszka w kawalerce tak jak Zarina, więc mogą być sąsiadkami. Kiedy Rosjanka dowiedziała się przez zupełny przypadek, że studentka jest w ciąży, postanowiła jej trochę pomagać. Mogłaby robić za "starszą siostrę". xd Nie wiem, czy takie coś ci pasuje.]

    Zarina

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć. Piszesz się na wątek?
    Zaproponowałabym jakieś schlanie się do upadłego, ale w jej stanie to raczej niemożliwe myślę. W takim razie mogłaby kiedyś w panice wpaść do Rox, bo nie mieści się powoli w ukochane spodnie czy coś. A czarodziejka Hathcock coś na to zaradzi. Wiem, beznadziejne ale nic sensowniejszego nie przychodzi mi na myśl.]

    OdpowiedzUsuń
  16. [Cudne zdjęcie!
    Kocham mopsy bardziej od jedzenia (a to mówi bardzo wiele), więc na pewno znajdziemy dla naszych postaci jakieś powiązanie albo wątek.
    Matthias grywa w restauracji żeby dorobić. Może rozpozna go z uczelni, bo czasami akompaniuje dodatkowym klasom baletu? Ewentualnie ze smutkiem odda jej zgubionego psiaka (bo najchętniej by go zatrzymał).]

    M. de Wachter

    OdpowiedzUsuń
  17. Dojazd do mieszkania z centrum zawsze zajmował mu niemiłosiernie dużo czasu. Za każdym razem wyrzucał też sobie, że wydał dziesiątki euro na bilet miesięczny do metra, na które zwyczajnie nie było go stać. Nie prosił jednak rodziców o pieniądze. Miałby zbyt wielkie wyrzuty sumienia. Miał wakacje, ale zamiast wylegiwać się na jakiejś zatłoczonej plaży, musiał zarabiać na życie. Nie znosił Paryża za te wszystkie rzeczy, które widzi się na pastelowych polaroidach, a które w rzeczywistości okazują się tak dalekie od prawdy, jak względnie tanie miejsce zamieszkania od jakiegokolwiek miejsca w stolicy wartego zobaczenia. Wysiadł, podążając za wiecznie hałaśliwym tłumem wiecznie nieuprzejmych Francuzów i wiecznie ślimaczących się turystów. Powoli sam nabierał swoistego zblazowania w sposobie bycia. Było to trochę nieuniknione. Po kilkugodzinnej zmianie w restauracji i graniu znienawidzonego jazzu do wtóru hałaśliwych rozmów o giełdzie zwykle chciał jedynie coś zjeść i paść na łóżko w ubraniu. Miał dość tego wszystkiego, ale nie mógł zwyczajnie zrezygnować z pracy. Potrzebował pieniędzy, a pięciogwiazdkowy hotel płacił mu dużo więcej niż inne miejsca. Musiał więc zacisnąć zęby i skupić się na myśli o czeku, który wypiszą mu pod koniec miesiąca.
    Popołudnie było bardzo gorące. Zdjął więc marynarkę, kierując się niespiesznie w stronę wynajmowanego na wakacje mieszkania. Była to dla niego nietypowa pora powrotu, ale fortepian pojechał tego dnia do naprawy, bo jakiś niewprawny kelner wylał na niego tacę z szampanem. Instrument był na tyle drogi, że bano się o jakość dźwięku, który miał się wydobywać z zamoczonych strun. Na wszelki wypadek postanowiono spytać o radę eksperta. Dla niego oznaczało to jedynie dzień wolny. Był już pod klatką, gdy nagle zobaczył kulącego się pod drzewem mopsa. Gdyby był to zwyczajny pies, być może tak szybko nie zwróciłby na niego uwagi. Pomarszczone mordki tej konkretnej rasy sprawiały jednak, że od razu odwracał w ich stronę głowę. Rozejrzał się, szukając w pobliżu właściciela psa. Przed budynkiem był jednak tylko on i kula futra. Podszedł w tamtą stronę i przykucnął o kilka kroków od zwierzaka.
    -Cześć, mały. - powiedział łagodnie. - Zgubiłeś się? - to powiedziawszy wyciągnął w jego stronę dłoń. Pies jak na zawołanie podszedł i obwąchał jego palce. Drżał na całym ciele i wyglądał na bardzo odwodnionego. Upał dawał się mu we znaki dużo bardziej niż przeciętnemu mieszkańcowi miasta. Matthias po raz kolejny rozejrzał się w poszukiwaniu właściciela. Brak obróżki, poczochrane futerko i smutny wyraz pyska wskazywał jednak na to, że pies zwyczajnie się zgubił. Wziął go więc pod pachę i zabrał do siebie.
    Przez kilka dni futrzak zaczął powoli przejmować domową przestrzeń, ku niezadowoleniu jego współlokatora. W tym czasie chłopak usilnie poszukiwał pana lub pani psa. Obszedł wszystkie lokalne schroniska, ale dopiero po dwóch tygodniach wpadł przypadkiem na ogłoszenie o zaginięciu Edgara. - A więc tak się nazywasz. - uśmiechnął się, wybierając numer z ogłoszenia. Zostawił informacje o zgubie i swój adres na automatycznej sekretarce, wiedząc, że czyjś dzień właśnie uległ dramatycznej poprawie.

    Matthias

    OdpowiedzUsuń
  18. [Tak sobie ostatnio siedzę i myślę, a to nie zdarza się zbyt często xD I tak se wymyśliłam, że może oni coś ze sobą ten tego no w sensie, że się spikną. To sa tylko takie moje noł sensowne pomysły no, ale jakieś są :D]

    Scott uniósł jedną brew ku górze i spojrzał na dziewczynę obdarzając ją przy tym ciepłym uśmiechem. Kurcze przy tej dziewczynie czuł się tak swobodnie i przyjemnie. Czasem miał wrażenie, że darzy ją nie tylko przyjaźnią.
    -No wiesz, chwila wolnego czasu, więc nie miałem lepszego pomysłu na spędzenie tego, inaczej - odparł i przeczesał ręką włosy jak to zwykle miał nawyk robić.
    -Co tam u ciebie słychać, Soph? Dawno się nie widzieliśmy trzeba to wszystko jak najszybciej nadrobić - zaśmiał się krzyżując przy tym ręce na piersi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń