– Utopmy się razem. Chodź.
– Pędzę.
Yves Favre, 35 lat, pan, który radośnie przynosi zadania dla uczniów do pracowni rzeźbiarskiej, zezwala na użycie palnika acetylenowego w celach czysto artystycznych i ciągle zapomina o tym, że powinien umyć ręce, zanim podrapie się po nosie
Mam niestwierdzoną nadpobudliwość, grubego kota i znoszę złom do swojego
mieszkania. Ja jestem nieprzystosowany do życia, bo chcę, bo co mi tam. I
jestem trochę jak dzieciak. Zacinam się przy goleniu, cieszę się, kiedy widzę sznurki od kolorowych balonów w pobrudzonych czekoladą dłoniach małych ludzi i odczuwam
smutek na myśl, że dziwki są zbyt tanie. Mam w głowie chaos, mam za dużo
pomysłów, a robię z tym wszystko lub nic przez niechęć do półśrodków. Wiem, że czasami dobrze jest pomyśleć o
podłodze jako dziele sztuki i zapoznać się z jej powierzchnią.
Mam otwartą głowę, ramiona i się przez to duszę. Ile razy można oszaleć,
połamać sobie nogi, biegnąc za kimś, żeby nauczyć się względnej poprawności?
Choć wiem doskonale, że zakleję się gliną, której plamy mam na fartuchu w
pracowni, to i tak któregoś dnia skoczę do wody, żeby utonąć albo wyłonić się i
nazwać siebie samego skończonym kretynem. Jestem nim w istocie i dobrze, bo posiadam
dzięki temu stanu rzeczy lekką czaszkę, przejrzysty umysł i niewyczerpane
pokłady wiary w człowieka.
Mam pobite talerze, nieumyte kubki od kawy, a w zamrażalce jest tylko groszek,
na który jestem uczulony. Tłukę naczynia, gdy nie mogę doprowadzić się czasami
do porządku i później nie stać mnie, żeby kupić nową zastawę albo po prostu o
tym zapominam. Rzadko bywam w domu, bo potrzebuję ruchu, ludzi i każdej osobie,
która zechce we mnie zmiany, powiem, żeby poszła się jebać.
Żulczyk i McAvoy.
Witam z panem, który zajmuje się rzeźbami.
Witam z panem, który zajmuje się rzeźbami.


[Dzień dobry. Bardzo dobra karta i przegenialna postać. :)]
OdpowiedzUsuńRemy
[Tak jak już mówiłam - postać jest cudowna i aż się prosi o wątek :D. Co powie na prywatne lekcje z rzeźby dla mojej Rosie? Bo ona jest na tym kierunku,. lecz bardziej specjalizuje się w malarstwie, gdyż rzeźba nie idzie jej zbyt dobrze.
OdpowiedzUsuńNo chyba, ze masz coś lepszego. Jestem otwarta na propozycje :)]
Rozalie Roux
[Witamy serdecznie!
OdpowiedzUsuńNie wiem jak można połączyć pianistę z profesorem rzeźby, ale chętnie zacznę, jeśli podrzucisz mi jakąś sugestię. McAvoy jest zbyt fajny, by przejść koło niego obojętnie.
Miłego blogowania, x]
Matthias de Wachter
[McAvoy! Mój ulubiony pan Tumnus i młody Charles Xavier. Postać tak przyjemnie pozytywna, że aż chce się wątku - obowiązkowo!]
OdpowiedzUsuńZarina
[Nieetyczne? Z tym się jeszcze nie spotkałam.
OdpowiedzUsuńNo ale skoro mój pomysł nie odpowiada, to może Ty coś masz?\
Rozalie
[No proszę, a to ciekawe. U mnie nauczyciele chcą doedukować swoich uczni, a przyk okazji zarobić xD.
OdpowiedzUsuńRozalie równie dobrze może znaleźć jego kota, który mu się wymknął, czy cos]
Rozalie
Budzi się z policzkiem opartym o drewniane biurko i niemal podskakuje, widząc przed sobą znajomą twarz. Eric opiera się łokciami o blat, kręci wyzywająco biodrami i uśmiecha się seksownie, mrucząc niczym pieszczony kot. Pobudka, piękny. Unosi powoli powieki, a kąciki jego ust drgają delikatnie na ten widok. Dopiero, kiedy się rozbudza, markotnieje, bo przecież nic w tym miejscu nie jest mniej prawdziwe od tej istoty. Spogląda na zegarek i stwierdza, że to najwyższy czas iść do mieszkania. Tutaj i tak nie zdziała już nic więcej, poza pozostawieniem śladów własnej śliny na meblach. Wstaje z krzesła, rozciąga się i wtedy spogląda w stronę drzwi. Mruga kilkakrotnie. Potem znów, a jego serce przyspiesza. Zamiast drzwi widzi wysoki mur. Podchodzi powoli do tej pułapki i wpada w panikę, bo nie rozumie, dlaczego ktoś miałby to zrobić. Uderza pięściami w cegły, ale to powoduje jedynie zdarcie skóry. Śliczny, ktoś po prostu chce, żebyśmy spędzili tutaj więcej czasu. Nie denerwuj się. Mogę umilić Tobie ten czas. Oferta Erica wcale nie jest przyjemna. Nie byłaby w żadnych okolicznościach, ale w tych Cesar nie ma nawet siły uznać ich za zabawne. Wygląda przez okno, ale jest zbyt wysoko, by skoczyć. Później patrzy na telefon, ale ten jest rozładowany. To właśnie przechyla szalę. Zaczyna niczym wariat uderzać w mur ramieniem, jakby chciał go wywarzyć. Ten ani drgnie. Zamiera w bezruchu i przymyka oczy. W tym momencie czuje dotyk chłodnej dłoni na swoim policzku, a potem absurdalnie ciepłe usta na szyi. Zaraz zapomnisz, że wcale nie chcesz tutaj być.
OdpowiedzUsuń- Spierdalaj – syczy przez zęby i odpycha ciało Erica od swojego. Ten śmieje się złośliwie i wpatruje się w zegar wiszący na ścianie, po czym zaczyna naśladować jego odgłosy. Nie wie, ile czasu mija dokładnie, ale jego nerwy są w strzępach, a umysł to zamknięte pomieszczenie bez klamek. Mężczyzna obok co jakiś czas próbuje się do niego dobrać, a kiedy odrzucenie zaczyna go nudzić, wzdycha ciężko i pstryka palcami, co sprawia, że mur rozpływa się w powietrzu. Z Tobą nie można się nawet zabawić. Jesteś nudziarzem, wiesz? Cesar spogląda na niego w zdziwieniu i chce go uderzyć, rozkwasić przystojną twarz.
- Gdybym mógł Cię zabić, już dawno byłbyś martwy, Ty parszywy skurwysynie – rzuca ostro.
Czuje się jak kretyn naciskając klamkę, która ustępuje od razu, a jeszcze gorzej, gdy po drugiej stronie widzi jednego z wykładowców uczelni. Spogląda na niego i chrząka cicho.
Spogląda na mężczyznę przed sobą i nie może wydusić słowa. Fakt, że przed chwilą czuł się kretynem jest niczym w porównaniu do uczucia, które dotyka go w tym momencie. Eric śmieje się do rozpuku z ledwością utrzymując się w pionie i klepie go po ramieniu, gratulując udanego wstępu do rozmowy. Strzepuje jego dłoń, nawet nie zastanawiając się nad tym, że może to wyglądać co najmniej dziwnie. Skoro przed chwilą uderzał jak wariat w otwarte drzwi i mówił do siebie, strzepnięcie nieistniejącej ręki to tylko kropla w morzu.
OdpowiedzUsuńUśmiecha się, wciąż zdenerwowany i widzi to zdziwienie na cudzej twarzy, które tylko wprawia go w podlejszy nastrój, upewniając w tym, jaki jest szalony. Zamyka za sobą drzwi, mając wielką nadzieję, że przytrzaśnie Ericowi palce, ale nic z tego. Zamiast zatrzymać je w jednym miejscu, teraz czuje je na całym swoim ciele. Przeklina cicho pod nosem, po czym spogląda na mężczyznę przed sobą.
- Przysnąłem – odpowiada i nie jest to do końca kłamstwo, bo faktycznie zasnął. Fakt, że było to jakiś czas temu, a później szamotał się jeszcze z własnym omamem i uderzał w nieistniejący mur, przemilcza, co by nie zmuszać kolegi po fachu do dzwonienia na pogotowie.
Skupia się na słowach, które usłyszał i ma wrażenie, że to jakiś kiepski żart: najpierw ma wrażenie, że jest uwięziony, a potem faktycznie tak jest. To kpina, która wcale nie wydaje mu się zabawna. Wręcz przeciwnie, z sekundy na sekundę robi się coraz bardziej tragiczna.
Fajny ma tyłek, stwierdza Eric, przyglądając się mężczyźnie z każdej strony. Dotyka jego krocza i mruczy rozkosznie, co sprawia, że Cesar spogląda w tamtym kierunku zupełnie bezwiednie. Musi minąć kilka sekund zanim orientuje się, że to co najmniej niegrzeczne. Jesteś zboczonym profesorkiem, Cesiu, dodaje cicho omam, grożąc mu palcem.
Nie rozumie, co ma na myśli Yves, dlatego całkowicie ignoruje jego pierwszą wypowiedź. Ma wrażenie, że ten mężczyzna żyje w zupełnie innym świecie niż reszta ludzi, choć wciąż nie tam, gdzie wylądował on sam. A raczej on z Ericem. Na pytanie odpowiada przeczącym ruchem głowy. Nie sądzi, by jakiekolwiek tłumaczenia były potrzebne. To czy rozładował mu się telefon, czy wcale go nie ma, nie dają im zupełnie żadnej pomocy w wydostaniu się stąd.
OdpowiedzUsuńKiedy ten rusza się z miejsca, Cesar jeszcze przez chwilę stoi w bezruchu. Dopiero kiedy Eric go popycha, zaczyna stawiać pierwsze kroki w kierunku mężczyzny, nie chcąc zgubić go z oczu. Dogania go i teraz idzie tuż obok. Po lewej stronie ma Yvesa, po drugiej swój omam i czuje się bardziej nieswojo niż w tym zamurowanym pokoju. Milczy, wsłuchując się w pogwizdywanie Erica, który co jakiś czas uwiesza mu się na szyi bądź szuka innego sposobu, by utrudnić mu drogę. Chce pokazać, że tutaj jest. Chce, by o nim mówili. Chce być w centrum uwagi. Jak zwykle. Cesar jednak nie ma najmniejszego zamiaru opowiadać o swojej chorobie ani tym bardziej swojej chorej wizji, którą widzi niemal bez przerwy.
Daj spokój, ten gość akurat mógłby uznać, że jestem niczego sobie. Jest równie świrnięty, co Ty.
Nie widzi w tym nic pocieszającego, więc milczy dalej, dłonie wsuwając głęboko w kieszenie spodni. Obserwuje mijane sale, a kiedy dochodzi do drzwi przeciwpożarowych, naciska klamkę, ale te są zamknięte i nic nie zapowiada tego, by jakiekolwiek inne zostały otwarte. Poddaje się, wątpiąc by mogli wydostać się stąd tej nocy.
Powinieneś zapewnić mu rozrywkę. Powiedział, że mu nudno!, rzuca wesoło Eric i klepie go po ramieniu, po czym szczypie w łokieć na tyle mocno, że Cesarowi podskakuje ręka i opada dokładnie na biodrze Yvesa. Cofa dłoń szybko, zupełnie jakby został poparzony, chcąc do kieszeni schować teraz całe górne kończyny.
Pięknie się złościsz, pysiu.
Nie ma pojęcia, co zrobić, kiedy jego dłoń zostaje zamknięta w uścisku, a na dodatek słyszy jeszcze komplement. Eryk gwiżdże zalotnie i zaczyna śpiewać durną piosenkę z dzieciństwa o siedzeniu na kominie, na co Cesar stara się nie reagować, co jednak nie wychodzi mu najlepiej: parska nerwowym śmiechem. Wydaje się to być jednak odpowiedzią na zadane pytanie, co jest nie tyle niegrzeczne, co zwyczajnie bez sensu. Mógłby go przeprosić, ale to oznaczałoby wyjaśnienie sytuacji w jakiej się znajduje. Opowiedzenie o murze również się z tym wiąże, dlatego milczy przez dłuższą chwilę. Pozwala mu odejść o kilka kroków, a sam włóczy się za nim, z całych sił ignorując Erica, który chce dobrać mu się do rozporka na środku korytarza. Musi ugryźć się w język, by nie kazać mu zostawić się w spokoju.
OdpowiedzUsuńReaguję tylko na komendy słowne, mój drogi. Wysil się trochę. On i tak ma Cię za wariata.
W to akurat Cesar nie wątpi, dlatego kiedy jego omam po raz kolejny łapie go za krocze, wzdycha ciężko i uderza go po palcach.
- Zrób to jeszcze raz to urwę Ci tą rękę bez żadnego znieczulenia, gnojku – rzuca ostro. Musi minąć kilka sekund, żeby zdał sobie sprawę, że jeszcze przed chwilą to Yves trzymał jego palce w swoich. Przełyka głośno ślinę i ignoruje głośny śmiech Erica, tarzającego się w rozbawieniu po ziemi. Drapie się w zakłopotaniu po głowie i wpatruje w cudze plecy, jakby licząc, że ukaże się na nich odpowiedź. Marszczy brwi i szczerze wątpi, by udało mu się uniknąć konfrontacji z prawdą.
- Zazwyczaj nie jestem taki niewychowany – mówi, starając się brzmieć poważnie. Zamiast tego wychodzi po prostu śmiesznie, co tylko jeszcze bardziej bawi Erica. Spogląda w jego stronę i karci go spojrzeniem. Potem unosi wzrok do nieba i wie, że się nie wywinie. Palcem wskazuje na miejsce, w którym leży Eryk. – Tam tarza się ze śmiechu Eric. Do niego mówiłem. A drzwi były zamurowane i chciałem wydostać się na zewnątrz.
Czuje się tak idiotycznie, że nie może ustać w miejscu i rusza przed siebie dwa razy szybciej, nie spoglądając przed siebie, ani na Yvesa.
Czeka na burzę pytań. Czeka aż Yves zaleje go nimi albo po prostu odejdzie, stwierdzając że ma do czynienia z kretynem. Oczekiwanie jednak nie przynosi żadnego skutku, bo nic takiego się nie dzieje. Wręcz przeciwnie: to on każe uciekać jemu. Wszystko jest jedną wielką niewiadomą, a przynajmniej w mniemaniu Cesara. Eric natomiast wydaje się być w stu procentach pewien, co tu się dzieje. Robi poważną minę i staje naprzeciwko niego, łapiąc go za obie dłonie. Później przesuwa je w górę, by w końcu ułożyć je na jego ramionach i westchnąć ciężko. Kochanie, to zostało stwierdzone naukowo: masz do czynienia z większym świrem niż Ty sam.
OdpowiedzUsuńCesara wcale to nie śmieszy. Wręcz przeciwnie. Zrzuca cudze ręce ze swoich barków i wymierza w jego stronę kilka przekleństw, pierwszych, które przychodzą mu do głowy. W tym czasie Yves zdąża już zniknąć za zakrętem. Zostaje więc teoretycznie sam, na środku tego korytarza, a nogi ma z ołowiu i nawet gdyby chciał biec, w tym momencie nie byłby w stanie. Za bardzo przytłacza go świadomość, że od Erica uciec się nie da, choćby się było zawodowym biegaczem. On zawsze będzie obok, tuż za albo przed. Nie można jednak pozbyć się go na zawsze. Z markotną miną schodzi na dół, stopień po stopniu, z dłońmi schowanymi w kieszeniach. Najchętniej zakryłby jeszcze uszy, ale to i tak nic by nie dało: nadal słyszałby ten cholernie pociągający głos swojego omamu. Jesteś cipą, wiesz? I nie umiesz się bawić. Jesteś zamknięty w akademii i zamiast zrobić coś szalonego, przemierzasz korytarze jak widmo. Nic dziwnego, że Dimitri zwiał, skoro jesteś największym nudziarzem na tej planecie.
Tego jest za wiele. Złość zaczyna w nim wzrastać, wspomnienia się kumulować, a złośliwy uśmiech Erica wcale nie poprawia sytuacji. Zatrzymuje się w miejscu i ukrywa twarz w dłoniach, by kolejno ruszyć przed siebie szybszym krokiem. Ten powoli przekształca się w bieg, a kiedy znów staje na prostej, jego długie nogi ponoszą go w takim tempie, że sam jest zdziwiony. I zauważa Yvesa na horyzoncie, i dogania go bez trudu, a kiedy się z nim zrównuje, łapie go za kark, jak kotka swoje młode i zatrzymuje go. Opiera dłonie o uda i wyrównuje oddech, po czym spogląda na mężczyznę z delikatnym uśmiechem. Proszę, proszę, pan sztywny jak kłoda postanowił się podlizać. Jestem pod wrażeniem. Słyszy oklaski i tę kpinę, i nie jest w stanie jej zignorować. Odwraca się w kierunku Erica i rzuca mu pełne zdenerwowania spojrzenie. Zanim jednak z jego ust zaczynają wypływać słowa, przypomina sobie o obecności osoby trzeciej, dlatego powstrzymuje się przed wyzwiskami, co rozśmiesza Erica. Jak zwykle.
- Nie można mu uciec, Yves – odzywa się w końcu, opierając o ścianę. Zsuwa się po niej na ziemię i siada, zginając kolana. – Ale dziękuję, że próbowałeś.
Na chwilę się wyłącza. Myśli o literaturze, o tym jak Eric pojawił się w jego życiu, zastanawia się czy gdyby nie napisał tamtej książki to miałby spokój. I choć wie, że nie – gdyby to nie był on, pojawiłby się ktoś inny -, wciąż obwinia się o tamten twór, jakby cała wina leżała po stronie słów. A mimo to i tak je kocha całym sobą. Wszystko, co jest dookoła może opisać kilkoma prostymi wyrazami i to ratuje go przed szaleństwem: nie leki, nie psychiatra, tylko właśnie słowa. I jest wdzięczny za możliwość korzystania z nich, bo bez tego byłby tylko świrem, który u swojego boku ma wiernego, denerwującego kompana, mającego na celu dobrać mu się do spodni.
OdpowiedzUsuńPowoli odwraca głowę w stronę Yvesa i uśmiecha się ledwo widocznie, bo ten podchodzi do jego problemu jak do czegoś normalnego. Eric w jego mniemaniu mógłby być pewnie katarem albo bólem ramienia po szczepionce. To wydaje się być takie proste i przyjemne, że Cesar nie ma oporów przed odpowiedzeniem na jego pytanie, co w normalnych okolicznościach byłoby niemożliwe. Przeczesuje krótkie włosy i nie wiedząc, co zrobić z dłońmi, splata palce na kolanach i układa na nich brodę.
- Eric jest ze mną od kiedy zacząłem pisać. Pojawił się przy pisaniu Króla… i tak już zostało. To wiecznie nienasycony zboczeniec z niewybrednym poczuciem humoru, który rujnuje mi życie na wszelkie, możliwe sposoby.
Jesteś naprawdę miły, wiesz? Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, a Ty nazywasz mnie nienasyconym zboczeńcem? Dobre sobie. Zero seksu, kochanie. Zero seksu aż do odwołania. Złość Erica jest na tyle zabawna, że Cesar unosi kąciki ust w szerszym uśmiechu, po czym sięga po papierosa i wsuwa filtr pomiędzy swoje wargi. Jest wdzięczny Yvesowi za to, że tutaj jest, nawet jeśli nie robi tego z własnej woli tylko przymuszenia.
- Dziękuję.
Czuje się gorzej z każdą sekundą, a słowa Yvesa wcale nie poprawiają sytuacji. Wręcz przeciwnie, są dokładnym odzwierciedleniem tego, co mówi Eric i w pewnym momencie dociera do niego, że mężczyzna również może nie być prawdziwy. Wyrzuca tę myśl z głowy, choć podobieństwo między tym dwojgiem wciąż pozostaje aż nazbyt widoczne. Nie rozumie, dlatego ten broni tego chorego omamu, który niszczy mu życie od lat. To niedorzeczne. Opiera głowę o ścianę i przymyka powieki. Zaciąga się papierosem i nie chce myśleć o niczym, co sprawiłoby mu przykrość, chociażby właśnie o Ericu i jego obecnym stanie, który poprawił się znacznie od wypowiedzi Yvesa. Jakim prawem ten człowiek może ostrzegać go przed konsekwencjami mówienia o nim?
OdpowiedzUsuń- Eric nie jest nikim, kogo warto byłoby żałować. To, że się obraża jest najlepszym, co może mnie spotkać w ciągu dnia – mówi sucho, petując na ziemię. W tym momencie nie obchodzi go nawet, że praca niektórych wygląda właśnie na sprzątaniu po takich nocnych wędrówkach dwóch, zagubionych wykładowców.
Powoli unosi powieki, ale nie spogląda na Yvesa. Boi się, że ten zniknie albo, że Eryk będzie w stanie się z nim porozumieć. Wszystko to wprowadza go w straszny stan, w którym zwyczajnie jest przerażony. Zupełnie, jak wtedy gdy został zamurowany w swoim gabinecie.
- Nie mów o nim dobrze. To go podbudowuje i jest w stanie przenikać do mnie bardziej niż zazwyczaj. – Ostra wypowiedź nie jest zamierzona, dlatego drapie się w zakłopotaniu po karku i zmusza do tego, by na niego spojrzeć. – Ja nie tylko go widzę, ale i słyszę, a także czuję. Więc jeśli chce zrobić mi krzywdę, ma do tego mnóstwo możliwości. I nikt poza mną nie będzie w stanie tego dostrzec. Dlatego nie, wcale nie będzie mi przykro, że ten skurwysyn się obrazi. Mógłby to robić zdecydowanie częściej.
Solidaryzowanie się z omamem jest całkowitą abstrakcją nawet w oczach Cesara. Podoba mu się jednak sposób w jaki Yves to mówi, dlatego uśmiecha się do łagodnie, chcąc pokazać, że ma się lepiej. Kończy papierosa i gasi go na podłodze. Zostawia go tam, nieprzejęty faktem brudzenia akademii. W tym momencie nie ma to żadnego znaczenia, skoro Eric jest tak widoczny, a on musi z nim żyć.
OdpowiedzUsuńUnosi wysoko brwi i powoli podnosi się z ziemi, szczerze wątpiąc by było coś, co mogłoby uleczyć jego chory umysł od tak. Daje jednak szansę, opierając się o ścianę, a później przesuwając się powoli za Yvesem, jakby liczył, że miejsce, w które ten go zabiera może wyleczyć go z każdej paranoi, a przede wszystkim tej największej złożonej z czterech liter.
Jest zdziwiony, kiedy dochodzą do pracowni, ale nie reaguje choćby jednym słowem, zbyt skupiony na konkretnych przedmiotach. Dotyka szorstkiej faktury jednej z rzeźb, by kolejno przejść do następnej. Obraca się i zauważa kilka naprawdę wspaniałych. Wszystkie mógłby zabrać do swojego zagraconego mieszkania i torturować się równie niekształtnymi tworami, co jego własny umysł.
Gdy tylko słyszy polecenie, waha się przez chwilę, po czym przesuwa się w stronę Yvesa i siada na wskazanym miejscu. Jest prawie pewien, że to jemu chce przewiązać oczy, dlatego przełyka głośno ślinę, bo w ciemności rodzi się jeszcze więcej chorych wizji. Kiedy więc opaska przybliża się do cudzej twarzy, czuje się dużo spokojnej.
- Co Ty wyprawiasz? - pyta, palce zaciskając na stołku, jakby ten miał obronić go przed możliwym szaleństwem ze strony kolegi z pracy. Nie ma zielonego pojęcia, co ten wyprawia, a każda kolejna próba odgadnięcia spycha go w coraz to dziwniejsze rejony własnego umysłu, dlatego zaprzestaje i pozwala sytuacji rozwijać się samej.
[Hej. Co powiesz na wątek? ]
OdpowiedzUsuńSeth
Wyjaśnienie, które dostaje jest wystarczające, by nie miał wątpliwości, co do zamiarów Yvesa. Nie zmienia ono jednak prostego faktu, że nie czuje się komfortowo, będąc dotykanym. Nie dlatego, że nie lubi cudzych dłoni, bo jest wręcz przeciwnie; problem polega na tym, że kiedy w grę wchodzą jakiekolwiek bodźce, nigdy do końca nie może im ufać. To samo tyczy się wzroku czy słuchu, dlatego też nie daje niczemu stu procent wiary. W tym momencie stara się z całych sił uspokoić silnie kołaczące serce. Bierze głęboki oddech, a potem niemal leniwie wypuszcza je z płuc, kiedy to dłonie profesora przybliżają się do jego twarzy. Pozwala mu przesuwać opuszkami palców po swoich policzkach, nosie, karku, rozwartych wargach i nie umie powstrzymać się przed stwierdzeniem, że jest to przyjemne i wcale nie sprawia mu problemu. Przymyka oczy, wyłącza jeden bodziec, by lepiej dostosowywać się do plastyczności dotyku. Zresztą, w jego mniemaniu to nie Yves sprawdza jego, tylko na odwrót. To on swoim ciałem bada delikatne dłonie profesora i jest w tym coś niemal grzesznego. A mimo to sprawia nadzwyczajną przyjemność.
OdpowiedzUsuńUnosi powieki i wtedy wszystko się burzy. Po raz drugi w życiu widzi Erica w takim stanie. Stoi nieruchomo, nie mruga, nie oddycha nawet, jedynie wpatruje się w twarz Cesara w milczeniu. Poprzednim razem leżał z Dimitrijem w łóżku i głaskał go po ramieniu. Związek nie wydaje się być zbyt oczywisty, ale Travert zna go na tyle, że zdaje sobie sprawę iż ten jest zazdrosny.
- Przestań, proszę – mówi i sam nie wie, skąd te słowa biorą się w jego ustach. Od lat błaga, by omam zniknął, rozpłynął się albo chociaż przestał uprzykrzać mu życie, a kiedy ten to robi, jest zaniepokojony. Przełyka głośno ślinę, starając się nie myśleć w tym momencie o Yvesie.
Eric wychodzi. Odwraca wzrok i szybkim krokiem opuszcza pomieszczenie, co jest tak niespodziewane, że Cesar traci powietrze w płucach. Mruga kilkakrotnie i wpatruje się w tamtą stronę, jakby czekał aż ten wróci z uśmiechem i powie, że żartował. Dopada go całkowity absurd i naprawdę nie ma pojęcia, co zrobić ze sobą w tej sytuacji.
- Przepraszam – mruczy pod nosem w stronę kolegi po fachu i wbija wzrok w swoje buty, wzdychając cicho. – Eric właśnie sobie poszedł.