JOSEPH COUPE
lat dwadzieścia i pół
wydział pisarski
pisze wiersze o miłości i bólu zębów
Najlepiej
określają go słowa płynie z prądem.
Nie potrafi się zatrzymać nigdzie na dłużej, brnie do przodu,
znajdując w tym swoją stabilizację i dziwny spokój. Nie potrafi
albo nie chce. Nauczył się, że kiedy człowiek się zatrzymuje, to
wszyscy zaczynają go wyprzedzać i rozpychać się łokciami, a
potem budzi się w dziwnym miejscu w czasie, nie rozumiejąc co się
wokół niego dzieje. Kiedyś wyznał komuś miłość i jadł
landrynki na Wieży Eiffla, ale kiedy próbuje dokładnie odtworzyć
to w głowie, czuje tylko smak truskawek. Cierpi na bezsenność i
wlewa w siebie przerażające, głównie jego matkę, ilości kawy i
energetyków, pisze białe wiersze bez
większego sensu, za to
z głębią Rowu Mariańskiego, a jego śmiech przypomina odgłosy
wydawane przez jakąś opóźnioną hienę. Jego zegar chodzi do
tyłu, robi tik tak do rytmu sznurówek obijających się o chodnik,
bo Joseph jest zbyt leniwy, by je wiązać, po prostu wciska
do środka buta, a one wyskakują
w nieodpowiednich momentach. Artysta nie musi martwić się o takie
rzeczy.
Gorzej,
kiedy o czwartej rano lodówka informuje cię, że nawet ser wyszedł bez pożegnania,
choćby cichego au revoir.
skarpetki rządzą

