16 sierpnia 2014

sad but fab

JOSEPH COUPE
lat dwadzieścia i pół
wydział pisarski
pisze wiersze o miłości i bólu zębów

Najlepiej określają go słowa płynie z prądem. Nie potrafi się zatrzymać nigdzie na dłużej, brnie do przodu, znajdując w tym swoją stabilizację i dziwny spokój. Nie potrafi albo nie chce. Nauczył się, że kiedy człowiek się zatrzymuje, to wszyscy zaczynają go wyprzedzać i rozpychać się łokciami, a potem budzi się w dziwnym miejscu w czasie, nie rozumiejąc co się wokół niego dzieje. Kiedyś wyznał komuś miłość i jadł landrynki na Wieży Eiffla, ale kiedy próbuje dokładnie odtworzyć to w głowie, czuje tylko smak truskawek. Cierpi na bezsenność i wlewa w siebie przerażające, głównie jego matkę, ilości kawy i energetyków, pisze białe wiersze bez większego sensu, za to z głębią Rowu Mariańskiego, a jego śmiech przypomina odgłosy wydawane przez jakąś opóźnioną hienę. Jego zegar chodzi do tyłu, robi tik tak do rytmu sznurówek obijających się o chodnik, bo Joseph jest zbyt leniwy, by je wiązać, po prostu wciska do środka buta, a one wyskakują w nieodpowiednich momentach. Artysta nie musi martwić się o takie rzeczy.
Gorzej, kiedy o czwartej rano lodówka informuje cię, że nawet ser wyszedł bez pożegnania, choćby cichego au revoir.
skarpetki rządzą

Жизнь слишком коротка, чтобы тратить ее на диеты, жадных мужчин и плохое настроение.


ZARINA SIODOROVA
32-LETNIA NAUCZYCIELKA NA WYDZIALE FILMOWYM
Zarina to przerośnięte dziecko z kawalerką na ostatnim piętrze, wiecznie uświnioną kuchnią, ogromnym akwarium z mnóstwem rybek i książkami walającymi się po podłodze. Ma też dwa komputery stacjonarne i trzy laptopy, Bóg wie na co jej tyle, ale miłości nie wytłumaczysz. Siodorova miała tańczyć balet, skończyła jako jeden z najlepszych montażystów filmowych w Europie. Czasem tęskni za Moskwą, aczkolwiek nie na tyle, żeby znów tam wrócić. Paryż śmiało uważa za swój prawdziwy dom i nie ma zamiaru go opuszczać. Pije za dużo kaw, za mało śpi, lata jak z piórkiem w dupie i krztusi się od śmiechu. Ze studentami trzyma sztamę, czasami przymyka oko na lewe zwolnienia z lekcji i szczerze powiedziawszy, to całkiem spoko z niej babka.

witamy się ładnie i zapraszamy do wszelakich wątków
fc: Tatiana Maslany (c)

Kiss me down by the broken tree house, swing me upon its hanging tire...



http://38.media.tumblr.com/089ac3e0d036f1d387f1b06d01e7e5e0/tumblr_n9chkb5Fpo1rq5h24o1_500.jpg
Caden Williams
17 LISTOPADA 1984 | PARYŻ | PAN OD MUZYKI 

             Nie taką karierę dla swego pierworodnego planowali państwo Williams, układając go do snu każdej nocy, gdy był jeszcze niemowlęciem. Nie o tym marzyli, kołysząc malca w pięknej, ręcznie rzeźbionej kołysce wyścielonej najdelikatniejszymi materiałami. Nie to planowali, wysyłając młodego Cadena do najlepszych prywatnych szkół we Francji. Nie to chcieli osiągnąć, spełniając każdą, nawet najbardziej zwariowaną z jego młodzieńczych zachcianek. I właśnie tak im się odpłacił. Zamiast zostać szanowanym prawnikiem - jak ojciec, genialnym lekarzem - jak matka, czy choćby rekinem biznesu – po dziadku, Caden wolał poświęcić swoją przyszłość dla kształtowania młodych talentów. Chciał być tą osobą, która odnajdzie owe nieoszlifowane diamenty i pozwoli im zabłysnąć.
                On sam zdążył wiele osiągnąć w ciągu swego nie takiego znowu długiego życia. Mówiono o nim „człowiek orkiestra”, bo potrafił zagrać niemalże na każdym instrumencie, choć szczególnie upodobał sobie anielskie dźwięki fortepianu i to zazwyczaj za klawiaturą tego instrumentu można go spotkać. Niezły z niego tekściarz i kompozytor – kilka z jego utworów doczekało się nawet własnej aranżacji kilku znanych osobistości, ale kto by się tym chwalił. Caden rzadko się przechwala. Wychodzi z założenia, że aby zdobyć uznanie trzeba sobie na nie zapracować i czekać na to by ktoś zauważył owe starania.
_________________________________________________
lubię wątki, za dramaty będę całować po rękach i wolę zaczynać.
średniej długości, maj dir.

Chłopak z sąsiedztwa


Benedikt Andersson
25 | III rok | wydział muzyczny

Być może ktoś z Was widział już jego symetryczną i delikatną, dziewczęcą niemal buźkę, patrzącą wymownie z plakatu tej czy innej znanej marki. Być może jego chuda i wysoka sylwetka znana jest Ci z wybiegu, bo całkiem niedawno temu chodził dla najsłynniejszych projektantów. Być może ktoś z Was podziwiał zdjęcia z kampanii z jego udziałem.
A może całkiem ominął Was kilkuletni okres, w którym Ben zajmował się modelingiem, bo ten "fascynujący" świat obchodzi Was tyle, co zeszłoroczny śnieg (którego ostatniej zimy z resztą nie było nawet w Paryżu). I słusznie.
Bo i Bena to nie rajcuje.

Patrząc na niego, możesz sobie pomyśleć, że z pewnością musi być narcystycznym i nieprzystępnym lalusiem, ale życie powinno Cię już dawno temu nauczyć, że pierwsze wrażenie bywa mylące.
Kilka lat w modelingu nie pozostało bez wpływu na sposób bycia (a raczej: wyglądania) Benedikta. Nie czarujmy się, po prostu lubi wyglądać dobrze.

Przede wszystkim jest jednak miłym chłopcem. Typowy z niego Szwed: bezkonfliktowy i przyjazny. Raczej uśmiechnięty, raczej pogodny, raczej optymista.
W każdym razie taki będzie Ci się wydawał w pierwszej chwili ten cichy i spokojny mieszkaniec apartamentu nieopodal Pont de l'Alma, stały bywalec bibliotek i wariat, który poświęcił jedno marzenie na rzecz innego.

but I’ll be hood forever

Pascal Mailloux
Widzisz na tej ścianie nagiego mężczyznę, który zjada drzewa i wydala szare blokowiska? Albo Vincenta Vegę i Julsa Winnfielda trzymających w dłoni banana zamiast broni? Nie było mi łatwo to namalować, biorąc pod uwagę, że większość ludzi uważa to za wandalizm i kilkakrotnie musiałem przerwać pracę w połowie, gdy usłyszałem nadjeżdżającą policję. Na szczęście za dzieciaka nauczyłem się szybko biegać i wspinać, gdy na rodzinnym podwórku uciekałem przed starszym bratem. Nie żeby coś się zmieniło. Dalej przed nim uciekam, bo na złość mi wstąpił do mundurowych i najczęściej to od niego dostaję największą burę, gdy przypadkiem uda mu się mnie dopaść. Nie jestem zły. Naprawdę. Może jestem nazbyt pyskaty i może mam kartotekę zapełnioną kilkoma zarzutami o domniemany wandalizm, ale czy nas, grafficiarzy, trzeba wrzucać do jednego wora? Przecież nie pokrywam ścian pustymi wulgaryzmami, które mają obrażać ludzi. Tylko w sposób niekonwencjonalny staram się zmienić świat, co przychodzi mi z trudem.

Mam dwadzieścia dwa lata i odkąd dostałem pierwszą kolorowankę do rąk nazywam siebie grafficiarzem. Mój brat jest gliną, a przez większość dzieciństwa mieszkaliśmy z babcią, bo rodzice pojechali zwiedzać świat i od tamtej pory jeszcze nie wrócili. Czasem mam wątpliwości, czy jeszcze żyją. Jakimś cudem dostałem się do akademii na wydział wzornictwa i nie mogę uwierzyć, że jeszcze mnie z niej nie wyrzucili i nie powiedzieli grzecznie "spadaj na drzewo, ty chuliganie" 


powiązania