Cesar Travert, trzydziestoośmioletni profesor na wydziale pisarstwa:
warsztaty literackie, proza, poetyka;
właściciel owczarka francuskiego i śmiesznie niewielkiej kawalerki
Z zeszytu numer
trzy (2002-2003):
12 marca,
2002
Próbuję dokończyć drugi rozdział książki, ale idzie mi
marnie. Wykańczam się w poszukiwaniu odpowiedniej motywacji dla Erica, który
wydaje się być postacią zbyt barwną na tę opowieść. Kiedy w końcu udaje mi się
sklecić parę zdań, ląduje w łóżku i resztę dnia spędzam na paleniu papierosów i
wpatrywaniu się w sufit. Piję kawę w niepokojących ilościach, a kofeina pobudza
mnie do tego stopnia, że nocami nie mogę spać. Mam podkrążone oczy i biję się z
myślami, ilekroć widzę przed sobą tego skurwysyna. Czy ja oszalałem?
15 marca,
2002
Eric jest zbyt wyraźny. Widzę go stojącego naprzeciwko
mnie. Słyszę jego słowa. Czuję zapach. Mogę go dotknąć. Wpatruje się we mnie ze
złośliwym uśmiechem na twarzy, zadowolony stanem rzeczy. To wszystko jest w
mojej głowie. To wszystko jest w mojej głowie. To wszystko jest w mojej głowie.
Chore myśli. Chory umysł. Chora fantazja. Nie daj się opętać, Cesar. Musisz
być, kurwa, silny. Wiem, że on nie ma racji bytu, że to istota przeze mnie
wymyślona, że jedyne miejsce, w którym rzeczywiście istnieje to kartki wciąż
niedokończonej książki.
27 marca,
2002
Pozwoliłem mu wygrać i teraz jestem tutaj. Sufit jest
biały i ściany są białe, i podłogi są białe. Ja też jestem biały od wszystkich
leków, którymi mnie faszerują. Nie wiem, co dostaję, ale z pewnością mi to nie
pomaga. Mówią, że nie mam schizofrenii, że to psychoza. Przekazali mi to z
uśmiechami na twarzach, zupełnie jakby to była dobra wiadomość. Eric tutaj
jest. Mówi, że zostanie na dłużej, bo jestem zabawnym gościem. Nie chcę być
zabawnym gościem w jego mniemaniu. W ogóle nie chcę, żeby miał jakiekolwiek
mniemanie. Skończyłem rozdział trzeci.
5
kwietnia, 2002
Dwudzieste szóste urodziny spędzam na oddziale
zamkniętych. Sto, kurwa, lat. Świętuję z Ericem, który mówi mi, co mam pisać w
rozdziale piątym. Słucham go, bo ma dobre pomysły. Psychiatra próbuje dociec,
dlaczego widuję akurat tę postać, pyta z kim ją utożsamiam i jakie ma dla mnie
znaczenie. Odpowiadam wprost, że Eric był zawsze Ericem i pewnej nocy po prostu
mi się przyśnił, więc postanowiłem napisać o nim książkę. Pyta mnie o czym ona
jest, ale milczę. Nie mam ochoty rozmawiać z innymi pacjentami, unikam terapii
grupowej i chcę stąd wyjść. Jestem gotowy do wypisu.
17
kwietnia, 2002
Wychodzę. Jestem wolnym człowiekiem z zewnątrz, choć moje
wnętrze należy do Erica. Nienawidzę go. Nigdy nie pałałem do nikogo nienawiścią
i teraz, kiedy ta wypełnia mnie po brzegi zupełnie nie wiem, jak sobie z nią
radzić. Liczę, że zniknie wraz z ukazaniem się książki na półkach. Jest prawie
skończona i robię ostatnie poprawki. Nie ma nawet trzystu stron, ale chcę oddać
ją wydawcy jak najszybciej, bo może tym samym uda mi się wyrzucić z siebie
Erica. Testuje mnie na każdym kroku. Czego chcesz, skurwysynu? Masz już mój
umysł, czego Ci więcej trzeba?
23
kwietnia, 2002
Nie chcę mieć nic wspólnego z procesem wydawniczym.
Zaznaczyłem to od razu, oddając „Króla Erica”. Obiecałem podpisać wszystkie
potrzebne dokumenty.
30
kwietnia 2002
Nadzieja na pozbycie się Erica zniknęła dziś, kiedy po
powrocie z zakupów, zobaczyłem go na swoim łóżku. Pieprzę go. Pieprzę każdą
komórkę jego wyimaginowanego ciała. Chcę zostać sam. Zniknij. Odjedź. Zgnij.
Umrzyj. Rozpadnij się. Byleby się Ciebie nie było. I nie śmiej się ze mnie,
skurwysynu, przestań rżeć.
Z zeszytu numer
sześć (2008-2009):
14 lipca
2008
Mieszkanie jest brudne. Naczynia leżą nieumyte od trzech
dni. Na ziemi jest mnóstwo cuchnących ubrań. Śmieci wystają z worków. Pośrodku
tego wszystkiego ja: najbardziej niemożliwy do uporządkowania. Eric śmieje się
z moich porównań i uważa, że powinienem pisać nekrologi. Może to jakaś myśl.
Zacznę od swojego.
20 lipca
2008
Zakupy dostarczają mi do mieszkania. Młody mężczyzna
uśmiecha się do mnie zalotnie i wprasza się na herbatę, którą sam musi
przygotować, umywszy najpierw kubki. Wydaje się być niezrażony bałaganem. Eric
natomiast zrażony jest faktem, że spędzam czas z kimś innym. Podoba mi się jego
zazdrość.
30
sierpnia 2008
Wychodzę z domu po raz pierwszy od prawie roku. Dimitri
trzyma moją dłoń i nie pozwala mi myśleć o Ericu. Kiedy ten szepce mi do ucha, mężczyzna
zaczyna całować mnie po szyi i to diabelskie nasienie znika na kilka sekund.
Idziemy do teatru i pijemy drogiego szampana. Spektakl jest beznadziejny, ale
alkohol wyśmienity i to na nim skupiam swoją uwagę. Musisz więcej żyć, mówi do
mnie mój ukochany, lokując się na moich kolanach.
4
września 2008
Mam gorszy dzień i Dimitri wychodzi. Zostaję ja, zostaje
Eric i jego grubiańskie żarty na temat naszej śmiesznej miłości. Upijam się
wódką i zasypiam nago na kuchennym stole, wcześniej gasząc papierosy na
własnych przedramionach.
17
września 2008
Odchodzi, bo jestem walniętym psycholem.
18
września 2008
Wróć do mnie. Wróć do mnie. Wróć do mnie.
Ależ jestem tutaj, mówi Eric i głaszcze mnie po policzku
rozgrzanym do czerwoności pogrzebaczem.
24
grudnia 2008
Dimitri jest w szpitalu. Siedzę przy jego łóżku i ściskam
ciepłą dłoń. Odciągają mnie od niego, gdy aparatura zaczyna wydawać niepokojące
dźwięki. Eric mówi, że to wszystko moja wina. Gdyby mnie nie spotkał, nigdy nie
rzuciłby się pod samochód. Przyznaję mu rację, a potem umieram sam w sobie,
zamknięty pomiędzy środkami czystości i miotłami.
2
stycznia 2009
Co się
dzieje z duszą, kiedy jedna jej połowa zostaje zakopana pod ziemią w drewnianym
pudle?
11 stycznia 2009
Moja żałoba przekształca się w jednowyrazową mantrę:
wróć. W odwecie dostaję tylko szyderczy śmiech Erica. Ma zupełną rację. Jestem
żałosną imitacją człowieka.
Z zeszytu numer osiem
(2012-2013):
2
czerwca, 2013
Nazwałem psa Brutus i zastanawiam się czy to ironia, czy
może już autoagresja.
31
sierpnia, 2013
Trzęsą mi się dłonie, kiedy sięgam po papierosa i nie
wiem czy to kwestia trzech wypitych kaw, czy Erica szepcącego mi do ucha.
Wszystkie moje rany są zabliźnione i nie mogę się na nie napatrzyć. Po
wszystkim, co ze sobą zrobiłem zostają mi tylko blade ślady. Psychiatra
poprosił mnie o napisanie listu do matki, ale nie wiem, co miałoby się tam
znaleźć. „Cześć, mamo. To ja, Twój syn, nie odzywałem się od pięciu lat,
próbowałem się zabić i znów jestem w szpitalu. W umieraniu jestem najwyraźniej
równie kiepski, co w życiu. Pozdrawiam”? Wolę schować się pod łóżkiem i udawać,
że nie istnieję.
13
września, 2013
Na zajęciach grupowych opowiadałem o Ericu. Mówiłem o
czterech książkach, które znała większa część pacjentów. O tym, że mnie
prześladuje. Że teraz opiera się o moje nogi i dotyka stóp. Przemilczałem jego
seksualne zachcianki. Za dwa tygodnie mnie wypiszą. Nie wiem, co ze sobą
zrobię. Wiem, że nie mogę wrócić do Strasburga. Czy mogę wytępić zło ze swojej
głowy i wypielić Erica jak chwast? Powróci. Skurwysyny zawsze powracają.
28
września, 2013
Paryż. Co ja tutaj robię?
Zwymiotowałem na podłogę w nowym mieszkaniu i nie mam
siły podnieść się z ziemi. Leżę na dywanie, łykam tabletki nasenne jak cukierki
i długopis powoli ciąży mi w dłoni. Eric głaszcze mnie po głowie i mówi, że tej
nocy będzie spokojnie. Nie wierzę mu.
Z zeszytu numer dziewięć (2014- ):
31 marca
2014
Ja, Brutus i Eric przenosimy się do innej dzielnicy.
Nasze nowe mieszkanie jest małe, ale ma dużo okien i miejsce na maszynę do
pisania. Mój cholerny omam robi mi dobrze ustami, a ja próbuję spać wtulony w
psią sierść.
Jutro pierwszy dzień pracy. Chwała edukacji, na litość
boską.
Nie sądziłam, że tak się rozpiszę.
Bóg Fassbender.
Przybora.